Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Podgórze Karkonoszy

Dystans całkowity:119.70 km (w terenie 119.70 km; 100.00%)
Czas w ruchu:13:40
Średnia prędkość:8.76 km/h
Maksymalna prędkość:42.00 km/h
Suma podjazdów:3445 m
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:23.94 km i 2h 44m
Więcej statystyk
  • DST 27.40km
  • Teren 27.40km
  • Czas 02:53
  • VAVG 9.50km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Podjazdy 776m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov Trails - nowa część Koziego

Niedziela, 8 maja 2016 · dodano: 14.05.2016 | Komentarze 0


Gdybym miała zrobić swój ranking ulubionych miejscówek, to TT znalazłoby się w pierwszej trójce.
Kto wie? Jak jeszcze trochę tam pojeżdżę, to na koniec sezonu może się okazać, że to moja ulubiona zjeżdżalnia. Za każdym razem bardziej mi się tam podoba. Tym razem chcieliśmy z Bogdanem zobaczyć nad czym tak intensywnie pracowały brigady. No i okazało się, że na nowej części Koziego Trailu powstało MINISUPERFLOW. Oczywiście na miarę tego, co można wykroić z tamtejszego usytuowania terenu. Czesi wyciskają z tego najlepsze, co się da. Jest kładka, jak na rychlebach, są bandy, hopki, rockgardeny, single i niesamowita drewniana banda, którą jak zobaczyłam to strach mnie obleciał i totalnie zgasiłam zakręt. Jest wszystko, tylko krótsze. No i nie trzeba zjeżdżać już na sam dół, żeby dojechać do modrinovego lub wrócić na Pansky stopuak. Choć podjazd jest stromy, na szczęście nie najdłuższy na świecie. 
Udało mi się zjechać: 2 x Kozi w całości, 2 x Modrinovy w całości, 1 x Kozi małą pętlę i 1 x czarny.
Zdjęć nie zdążyłam na Kozim zrobić, bo nie chciałam tracić flow - za każdym razem lepiej się jechało. Ale na czarnym trailu oczywiście była analiza ścieżki, więc czas na fotki też się znalazł. Dla mnie ten odcinek to na razie nieprzekraczalna granica. ale będę próbować.












  • DST 20.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 8.00km/h
  • Podjazdy 523m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov Trails

Poniedziałek, 28 marca 2016 · dodano: 30.03.2016 | Komentarze 2

Dokładnie 5 miesięcy temu ostatnio tam byłam i fajnie, że sezon zaczynam również w TT. Bliżej domu i łatwiej, niż na Srebrnej Górze. Choć na miejscu okazało się, że to ostatnie mocno się zmieniło - a konkretnie Czarny Trail Pod Jeskynkou.
Wyzwanie na ten rok: zjechać czarny trail.

 Dla przypomnienia najpierw 3 razy przejechałam Kozi Trail (niebieski). Pierwszy przejazd: drewniany, sztywny i chwiejny - ręce, nogi i głowa trochę zapomniały, jak to się robi. Dobrze, że początek koziego trzeba dokręcać, to można sobie co nieco przypomnieć. Widać, że  Czesi na tym trailu dopracowali parę szczegółów. Poza tym pracują nad dalszą trasą koziego. Za czwartym razem Kozi przejechało mi się najpłynniej.
Gdy ja ujeżdżałam niebieski, Bogdan pojechał przetestować modrinowy (czerwony).

Na czerwonym przejechałam ścieżkę nad urwiskiem - co zawsze do tej pory omijałam i wybierałam chicken line. 

Na Modrinowym też widać efekty prac sąsiadów nad ścieżkam. Trawersowe ścieżki na stoku wyłożone kamieniami, co  daje wrażenie płynniejszej jazdy, niż poprzednio. Drugą część stoku akurat po południu 44 brigada brała w "swoje ręce".

Podjazd z powrotem na Pansky Stoupak....., gdzie zanim ja dojechałam, to Bogdan zrobił zwiad czarnego.

No i czarny.
Początek jest bez zmian - ścianka ze schodów albo objazd. ale potem robi się naprawdę grubo.

Zjechać? Zeskoczyć? Spaść na ryj? Opcja łatwiejsza.

Opcja trudniejsza:

Po chorągiewkach widać, że prace tutaj trwają i testowane są od razu.


Dalsza część trasy też jest zmieniona i  tylko ciut łatwiejsza. Choć może jednak łatwiejsza, bo jej 90% zjechałam - powyższą ścieżkę sprowadziłam. Zaskakujące i za trudne jeszcze dla mnie. Ale chciałabym zobaczyć, jak ktoś z tego kamola zjeżdża, bo widać po rysach, że się da.


 



  • DST 19.00km
  • Teren 19.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 7.35km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • Podjazdy 660m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov Trails czyli do trzech razy sztuka

Poniedziałek, 26 października 2015 · dodano: 27.10.2015 | Komentarze 1

Trochę przypadkowe wolne w pracy okazało się bardzo przydatne i rewelacyjnie wykorzystane. Odkryłam dla siebie nowe możliwości na Trutnov Trails, które do tej pory nie porywały mnie aż tak bardzo. Mierzyłam się z nimi już dwa razy i można powiedzieć, że to było 2:0 dla TT. Do dziś, dziś miałam naprawdę MEGA FUN, gdy okazało się że czerwony trail jest naprawdę idealny do szkolenia techniki jazdy. Mega fun miał też Bogdan, gdy mógł sobie mnie poochrzaniać, ile chciał bez żadnych konsekwencji, a wręcz z pokornym przyjmowaniem tego ochrzanu.

Zwłaszcza ostatnie 400 metrów szlaku rewelacyjnie się tu sprawdziła. Zaleta jeszcze jedna, w porównaniu do Góry Parkowej: mniejsze nachylenie terenu na dłuższym i przygotowanym do jazdy odcinku. Ja zostałam tu, żeby się uczyć, a Bogdan pojechał na objazd czarnego trailu. Pocisnęłam tak 8 razy na krótszym i dwa razy na dłuższym odcinku, z czego nazbierało się 5 km. !!!:).



Oczywiście, gdy już mi się wydawało, że dobrze to robię, trenejro zabił mnie śmiechem, że pochylam wszystko, tylko nie rower. Nagrać mnie zamierzył, więc sprężyłam się w sobie i wyszło lepiej, choć oczywiście nie idealnie. Prawoskręty jednak już trochę załapałam. Ćwiczyłam też jazdę po bandzie i po jakichś 5 razach pod rząd udało mi się nie ściąć zakrętu i odrobinę przechylić kierownicę, a nie siebie.

Zaje...fajne to jest, ale o ile dzieciakom wychodzi taka nauka intuicyjnie, o tyle ja mam w głowie za dużo obciążeń. Ale mam też wyobrażenie, jak to kiedyś będę robić.

Po zabawie na modrinovym trailu pojechaliśmy w kierunku czarnego. Oczywiście zanim tam dojechałam, Bogdan zdążył jeszcze zaliczyć czerwony szlak. Pojechalismy też małą pętlę kozim (niebieskim) trailem i okazało się, że chyba popracowali nad nim nasi sąsiedzi, bo zdecydowanie lepiej się nim jechało. Miejsc do trenowania zakrętów i band też się znalazło.

No ale w końcu przyszedł czas na czarny trail i SCHODY !!!! Od samego początku się zastanawiałam, czy w końcu dam sobie z nimi  radę, czy znowu zaliczę porażkę?
Ostatnio stromizna była dla mnie nie do pokonania, a dziś?
Stanęłam, popatrzyłam i ... ZJECHAŁAM

Oto dowód - i dowcip Bodzia: podniosły moment, to podniosła muza. :)


To się nazywa efekt "Finale Lgure".






  • DST 23.00km
  • Teren 23.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 8.12km/h
  • VMAX 20.00km/h
  • Podjazdy 700m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rzeźbienie na TT

Niedziela, 23 sierpnia 2015 · dodano: 24.08.2015 | Komentarze 2

Nie dość, że Stravie się zdrowo porąbało, to jeszcze mi nie szło. I to na zjazdach, a nie pod górę. Pierwszy podjazd - lepiej nie mówić. następne trzy gładko weszły. Pierwszy zjazd czerwonym trailem to potykanie się na wszelkich możliwych kamieniach, drugi raz zdecydowanie lepiej, choć utknęłam w tym samym miejscu. Pierwszy raz czarnym jeszcze gorszy do tego stopnia, że dwa razy dałam upust swojej frustracji w postaci wrzasku na cały las.

W końcu ciśnienie wyszło mi uszami, a właściwie oczami, bo po zjechaniu stromego śliskiego kamola (na którym ostatnim razem chłopaki mi mocno kibicowali, żebym zjechała) nie wyrobiłam zakrętu i wbiłam się w drzewo, co zakończyło się po babsku - czyli płaczem. Ale to paradoksalnie w końcu spowodowało wyluzowanie i ostatni zjazd czarnym wreszcie wyszedł - prawie tak, jak chciałam. Czas pierwszego przejazdu czarnym wyszedł mi 11:56, ale drugi już zdecydowanie lepiej: 6:56, tylko Stravie się porąbało i zarejestrowała mi przejazdy na jakimś innym koncie i nie mogę się tego teraz dogrzebać. Buuuu. Podjazd do Panskiego Stoupaka poprawiłam aż o 6 minut do ostatniego razu i z tego się będę cieszyć - jak nie w dół, to chociaż do góry poprawa.


Widok ze szczytu czerwonego trailu, ....

który ja oczywiście podziwiałam z bardzo bliska.....,

a Bogdan - jako ten mniej odważny - z daleka. :)


Jako fotograf też bym kariery w tym dniu nie zrobiła, więc musiał się Bodzio pomęczyć kilka razy, żeby w końcu coś mi wyszło. Ale nie narzekał, tylko cierpliwie "pozował", czyli wytoczył wojnę kamolowi.


Oznaczenia tras zdecydowanie się poprawiły od naszej ostatniej tu wizyty.


Humor poprawiały mi krówki na Panskim Stoupaku.


Początek czarnego trailu pod Jeskonkou - dla Bogdana bezproblemowy, a dla mnie nadal nie do pokonania. Nie mój dzień zdecydowanie to był.

Dobrze poszedł ostatni zjazd, więc? Więc ruszyłam do auta, żeby nie zapeszać, a Bogdan przejechał się jeszcze raz. Dystans i przewyższenia musiałam tym razem wyliczyć "ręcznie"







  • DST 30.30km
  • Teren 30.30km
  • Czas 02:52
  • VAVG 10.57km/h
  • VMAX 25.00km/h
  • Podjazdy 786m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov Trails, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

Sobota, 23 maja 2015 · dodano: 02.06.2015 | Komentarze 1

Wycieczka w 100%  terenowa.
W moich klimatach i okolicznościach przyrody.
Dobrze, że Kuba wydrukował mapę.
I bardzo ubolewam nad tym, że nadal nie mogę w sposób skuteczny wkleić mapy, bo tych kółek nie sposób opisać w sposób szczegółowy.
Pierwszy objazd trwał trochę z powodu odnalezienie właściwej trasy nie było aż takie proste, jak by się mogło wydawać.

Na trasie trzeba wypatrywać karteczek na drzewach, jak na załączonym poniżej obrazku:

Słabo widać co nie? A dodatkowo miejscowi leśniczy bardzo się starają, aby odnalezienie oznakowania było trudniejsze, w związku z czym momentami wypatrywaliśmy pinezek na drzewach i pozostałości po kartkach.
Choć i z takimi informacjami się spotkaliśmy: ciekawe patenty czeskie.

Zielonym szlakiem dotarliśmy do rozdroża, które, jak się potem okazało jest rozjazdem w kierunku kilku tras. Kilkukrotnie tego dnia byliśmy w tym miejscu - taki mały punkt odniesienia.

W tym miejscu pojawił się kolejny rozjazd i tym razem ja zostałam na środku, jako punkt odniesienia, a panowie rozjechali się w przeciwne strony poszukać właściwego kierunku:


Okazuje się, że pierwszy raz nie był taki oczywisty, ale to akurat mi się podobało, bo teraz trasę mamy ogarniętą wzorowo.

Ale na szczyt w końcu docieramy i uzbrajamy się w co kto ma: zabawę czas zacząć.


Przejechaliśmy wszystkie kolory tras: zielony (Pansky stoupak), czerwony (modrinovy trail), czarny (Pod Jeskynkou) i niebieski (kozi trail). jak dla mnie najciekawszy - choć najkrótszy - jest czarny. Ale pozostałe kolory też mają flow, choć widać, że trasy są bardziej dzikie, niż Rychleby i wymagają jeszcze trochę pracy. Nie zmienia to faktu, że trasa jest niedaleko od domu, więc można czasami tam wpaść - zabawa przednia.
Trasa widziana z dołu:

I trasa widziana z góry:



Były mostki:

Były bandy:

Single nad przepaścią:

Testowanie poziomu lęku wysokości też się odbyło - a to moja granica hahaha.

A to granica Bogdana - no cóż...

No i były schody na czarnym szlaku - chłopaki dali radę bez zająknięcia - ja nie.

Ja mierzyłam się ze stromiznami, których nie widać dopóki się do nich nie dojedzie.

Generalnie trasa spoko, choć gdybym miała do niej dojazd powyżej 50 km, to bardzo często bym jej nie odwiedzała. Na szczęście nie jest daleko, więc od czasu do czasu można tam wpaść.