Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Karkonosze

Dystans całkowity:33.76 km (w terenie 20.00 km; 59.24%)
Czas w ruchu:05:23
Średnia prędkość:6.27 km/h
Maksymalna prędkość:42.50 km/h
Maks. tętno maksymalne:180 (100 %)
Maks. tętno średnie:138 (76 %)
Suma kalorii:3021 kcal
Liczba aktywności:1
Średnio na aktywność:33.76 km i 5h 23m
Więcej statystyk
  • Aktywność Wędrówka

Przywitanie wiosny w Karkonoszach

Piątek, 21 marca 2014 · dodano: 25.03.2014 | Komentarze 4

Po zmierzeniu zamiarów do sił oraz namówieniu na wyjazd Mariusza, nie było innej opcji poza pieszą.
Tak więc gdy całym BS-em dotarliśmy do Janskich Laźni, przeliczyliśmy ogromną ekipę i w liczbie trzy ruszyliśmy ku naszemu przeznaczeniu.
Całe szczęście, że panowie w poszukiwaniu parkingu dojechali do Hoffmanovej boudy, bo to nam w nieoczekiwany sposób ułatwiło  start:parking okazał się również wejściem na żółty szlak. Pożałowaliśmy przy tym Janusza i Kasi, z którymi na pewno cudnie byśmy się bawili, ale cóż ze zdrowiem żartów nijak nie ma (mocne uściski dla Was przy okazji. Mam nadzieję, iż Ryjek przekazał smutne wieści o tym co spotkało Kwasnicaka :).

Tak więc bikerowcy w jedną.........
I tyle ich widzieli
....a my w drugą stronę świata.
Beata, Maniek i mła (hmmm)
Beata, Maniek i mła (hmmm)
Pierwsze oznaki wiosny zostały wreszcie odnalezione.....
Zdjęcie może d... nie urywa, ale mało nie starnowałam Beaty, żeby przyłapać gościa na jej plecaku
Zdjęcie może d... nie urywa, ale mało nie staranowałam Beaty, żeby przyłapać gościa na jej plecaku.

Nazwy czeskie czasem powalają prostotą: Nad Hoffmanovą Boudą - któżby się mogł domyślić o co chodzi?
Odcinek żółty się skończył
Szlak żółty się skończył i dzielnie wznieśliśmy się na niebieski odcinek, po drodze mijając przepiękne miejsca.
Nie sądziłam jeszcze, że to jest nasza droga do celu.
Jest pięknie
U Zrcadlovych Bud - nadszedł czas na zrzucenie małego co nieco: dosłownie i w przenośni - musimy podejść ok. 300 m w pionie.
Po raz kolejny zmieniamy barwy i teraz naszym ulubionym kolorem jest żółty.
U Zrcadlovych Bud
Mariusz oczywiście rozanielony się zrobił na sam widok podejścia, no ale cóż - dzielnie podreptałyśmy za nim.
Zaczyna się
Mariusz już leży, a piwa jeszcze nie było - dopiero się zastanawia czy zmniejszyć ciężar plecaka, Beatka zaś kontempluje widoczki, które rzeczywiście są...... ach brak słów, jak piękne.
Odpocząć też czasem trzeba

Kilka widoczków
Tą wstążeczką na dole dopiero co podążaliśmy.
I jeszcze jeden
Koniec lasu, ale nie atrakcji, które sobie fundnęliśmy w postaci ....
Nam też się troszkę zimowo w końcu zrobiło

..... ominięcia samego szczytu Cernej Hory. Oj, tak to jest gdy się biwakuje nie tam gdzie trzeba :):):)
Nad Horskim Hotelem czekał na nas
Przy Cernej Boudzie Mariusz obmyśla kolejne atrakcje...
CernaBouda
........ tam?
W tle jawi się nasz plan na dzień następny
No dobra - to nasz plan na dzień następny.
No to może tam?
No to może tam?
Ok. ciśniemy na Luciny czerwonym - czas mamy dobry, więc dodatkowe 4 km w jedną stronę nie powinny zrobić na nas większego wrażenia.
No i ok nie czołgamy się, ale żeby aż tak ????
To dla nas?????
Czy ekipa rowerowa poznaje miejscówkę?
Znacie to ?
I znów te nazwy, ale grzybek oznacza Peca pod Śneżku
I znów te nazwy
Docieramy do Kolińskiej Boudy, ale sprawdzamy jeszcze co jest za następnym zakrętem....
Kolińska bouda - pyszne jedzenie
okazuje się ,że stoi tam sobie Pan bezrobotny przy Prazskiej Boudzie, więc wracamy na pyszny obiadek i piwko.
Pan bezrobotny
Toast za zwycięzców.
Toast za zwycięzców
No: pojedli? Popili? To ..... w drogę powrotną czas wyruszyć.
Trasa  do Cernej Boudy już nam znana, a jednak proszę jaka niespodzianka może spotkać? Nasi tu byli!!!!
Byli tu nasi
Szlaku nie uświadczysz - ma być czerwony.
Szlaku właściwie nie widać
W związku z tym Mariusz postanowił zbadać czy czasem pod śniegiem się nie ukrył.
Ominąć czy przeskoczyć?
Ominąć czy przeskoczyć?
Trawersujemy
My też mieliśmy swoje singielki, proszę jakie ładne.
Zakręty
Mimo bolących kolan humory dopisują na powiedzmy, że końcówce trasy.
Jest pięknie
W końcu znaleźliśmy cywilizację i zamówiliśmy upragniony transport do Upy.
Koniec podróży na dziś - może nas kto weźmie?

A na sam koniec mapa zamiast wykresu, gdyż mój kolega Mundek  postanowił zrobić sobie kilka przerw.
Tym razem mapa zamiast wykresu

A potem była Bałkanica....
Dystans: 20 km, czas trwania: 5 godzin


  • DST 33.76km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:23
  • VAVG 6.27km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • HRmax 180 (100%)
  • HRavg 138 ( 76%)
  • Kalorie 3021kcal
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov - Rychorska Bouda, czyli BSowy najazd na Czechy

Sobota, 8 marca 2014 · dodano: 09.03.2014 | Komentarze 4

10-osobowa grupa to jest moc i prawdę mówiąc to  mnie najbardziej za każdym razem urzeka: ktoś rzuca hasło, wrzuca linka w sieć i rachu, ciachu kto może ten jest na miejscu. Coś pięknego. Tym razem wycieczka pomysłu Tomka i Janka rozpoczęła się w Trutnovie, choć nie dla wszystkich. Żeby sięz nami spotkać Lea rozpoczęła trasę bladym świtem, a Bogdan wczesnym rankiem i oczywiście jeszcze na nas czekali.

Posiłek przed startem
Po przejechaniu ok. 4 km przez miasto "wkroczyliśmy" w teren.
Pierwszy podjazd zaliczony
Pierwszy podjazd zaliczony  - Janek doszedł do wniosku, że mu za gorąco.
Janek
Emi i Feniks przyglądają się z uśmiechem, jak Tomek łapie wodę zamiast mostek.......
Emi i Tomek
A Zbyszek wskazuje mi kolejną górkę, na którą będziemy za chwilę wjeżdżać. Jeszcze jest ok.
Zibi w blokach startowych
Ryjek też usypia moją czujność.
Piotrek zwany Ryjkiem
Ania z Zielonego Wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza
No to ruszamy dalej - wszyscy już są.
Wszyscy są
I jak ruszyli to tylko takie widoki mi zostały - czyli standardowo.
Podjazd stromy
Jednak okazało się, że Tomek Tripsurfer85 zaczekał na mnie i razem mogliśmy zobaczyć takie coś:
Wodociągowe c.d
I takie coś... nie zdziwiłabym się, gdyby to były ujęcia wody dla Trutnova, bo woda w środku mocno szumiała.
Wodociągowe
A potem znaleźlismy dowód na to, że zima jednak jeszcze jest.
Tomek na lodzie
W końcu dotarliśmy do reszty ekipy w Rychorskiej boudzie, gdzie impreza już trwała w najlepsze. 
Super rower
Super rower.
Piwko musi być
No ale komu w drogę temu płozy na koła i w dół.
Przygotowanie do zjazdu po śniegu
Ale po drodze i takie przypadki się zdarzają. Całe szczęście, że Ryjek jest pod ręką.
Jak zawsze pomocny Ryjek
Bike też może chwilę odpocząć - w końcu ma nóżkę :)
Feniksowy bike z nóżką
I tak po szczęśliwym zjeździe na dół kolejny "podjaździk" przed nami. Wymiękłam na całego.
Czekający nas podjazd
Na terenach militarnych największą frajdę miał chyba Janek.
Bunkry c.d
W tym akurat miejscu zaczęliśmy się żegnać z Emi i Bogdanem. Zwłaszcza Ryjkowi było smutno.
Rozstanie z Cerberem i Leą
A pozostała ekipa po konkretnym obiedzie ruszyła jeszcze na polowanie. Celem były lamparty.
Powiało grozą
Powiało grozą - skąd ich tyle? A schron tylko w windzie, co wykorzystał Ryjek, zostawiając nas na pastwę dzikiego zwierza.
Co nam tam jakieś lamparty?
W uzupełnieniu tej relacji zgłaszam chęć podkradnięcia Feniksowi zdjęcia swojego cielęcego zjazdu z górki zakończonego niemal artystycznym spadkiem z siodła w okolicach bunkrów, bo pamiątki po zjazdówkach mogą się schować przy obecnym siniaku z obrzękiem. Już dawno się tak sama z siebie nie śmiałam.
Po tym wypadzie przyszło mi do głowy, że chyba zacznę tworzyć subiektywny ranking wypadów BS. Ciekawe, kiedy pod względem bólu brzucha i twarzy ze śmiechu ten wyjazd zostałby pokonany?

Dzięki wam wszystkim i do zobaczenia już niedługo.

Kategoria Bikestats, Karkonosze