Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

babskie wypady

Dystans całkowity:182.50 km (w terenie 75.00 km; 41.10%)
Czas w ruchu:15:18
Średnia prędkość:11.93 km/h
Maksymalna prędkość:46.10 km/h
Suma podjazdów:3675 m
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:26.07 km i 2h 11m
Więcej statystyk
  • DST 30.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 11.61km/h
  • VMAX 32.50km/h
  • Podjazdy 725m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sawanna z Ulą

Wtorek, 2 czerwca 2015 · dodano: 02.06.2015 | Komentarze 0

Wypad z Ulą.
Dańczów. Darnków. Zielonym szlakiem do IMKI. Asfaltem do Lisiej Przełęczy. Sawanna. Mroczny Las. Buddyści.
Sawanna o tej porze roku jest bardzo urokliwa, więc jak nie skorzystać z takiej miejscówki?
Odpocząć i zrelaksować się tutaj to czysta przyjemność.














  • DST 14.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 00:55
  • VAVG 15.27km/h
  • VMAX 35.10km/h
  • Podjazdy 350m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trening z Kingą

Środa, 8 października 2014 · dodano: 10.10.2014 | Komentarze 1

Umówiłam się tego popołudnia z Kingą na wspólny  trening po Górach Stołowych. Czasu mało, bo Kinga miała jeszcze inne plany wieczorne, więc pojechałyśmy sprawdzić czy sucho w lesie i czy jesień już tam zawitała. Okazało się, że jesień to niekoniecznie, ale wszelkiej maści sprzęt ciężki wkroczył w teren PNGS-u na całego. Tym razem nawet nie zdążyłam uruchomić endomondo, ale próby nowego telefonu trwają nadal. A oto kilka efektów moich zmagań fotograficznych.

A tak obecnie wygląda IMKA - koszmar:

Kinga niebieskim na Lelkową pod górę wjeżdżała pierwszy raz, więc nic dziwnego, że sporo rzeczy ją zaskoczyło, ja znów spróbowałam się z kamolami z wynikiem 1:0 dla nich. Ale już przynajmniej dalej, niż ostatnio.

A potem pojechałyśmy na czerwony do Jakubowic, bo odkąd pierwszy raz  udało mi się w całości z niego zjechać, to ciągnie mnie do niego co rusz. Ale oczywiście najpierw rynna:

A potem czysta radość, podwójna, bo i Kindze się spodobało, choć potraktowała czerwony na razie zapoznawczo.



  • DST 37.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:49
  • VAVG 13.14km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Podjazdy 700m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pierwsza jazda z Kingą

Sobota, 27 września 2014 · dodano: 29.09.2014 | Komentarze 0

Takie wspaniałe tereny do jazdy są na naszym terenie, a tak mało dziewczyn, które chciałyby z tego skorzystać (mam nadzieję, że nie czytają tego bloga leśnicy z PNGS-u:):)). Z chłopakami nie ma się co umawiać, bo wszyscy są zbyt mocni, jak na moje możliwości. Oni podchodzą do tego poważnie i treningowo, ja rekreacyjnie. Ula nie jest z Kudowy, więc ciężko jej się wyrwać na co dzień.  I w końcu objawiła mi się dziewczyna pełna zapału, dla której asfalt jest przereklamowany :) Moje zdanie na temat asfaltu jest podobne, choć są "okoliczności przyrody", po których wiem, że tak być nie musi:). 

Ale do rzeczy: z kudowskiego wyścigu wyniosłam jeszcze jeden pozytyw, dzięki któremu wróciła mi ochota na rower. Poznałam wreszcie Kingę - rowerową kudowiankę, która jak się okazało wcale nie była taka nieznajoma. Niedużo czasu upłynęło i w końcu zgadałyśmy się na wspólny wyjazd. Nie mogłyśmy się do tej pory spotkać, bo ona "obstawia" raczej tereny Brzozowia i Pogórza Orlickiego, a ja Góry Stołowe, dlatego na pierwszy raz to ja wybrałam kierunek naszej trasy. Musiałam, po prostu musiałam, pokazać jej chociaż te najbardziej ulubione przeze mnie szlaki, czyli trawers z Czermnej do Pstrążnej, niebieski z Lelkowej do IMKI i Machovskie Konciny.

Super się jechało z kimś, kto ma podobne tempo jazdy i komu można przekazać to, czego się sama do tej pory nauczyłam. Poza tym mieszkamy razem w jednym mieście, co powoduje, że tematów do rozmów nie brakuje, a nawet osoby spotkane po drodze okazują się znane nam obu, a to wywołuje kolejne tematy do rozmów. Wrażenia są więc przemiłe i nie zatarła tego nawet przepiękna gleba na błocie, po której dołączyłam do kolekcji uszkodzeń na ciele obcierkę na lewej łopatce, gdy Lycan przerzucił mnie przez siebie, jak zapaśnik w judo.

Czyli do 3000 km w tym roku jednak dociągnę. W porównaniu z resztą bs-owców to oczywiście żaden rekord, ale jak na pierwszy rok jeżdżenia, to i tak będzie mój sukces. Następnym razem obstawimy jej rejony i już się cieszę na to spotkanie.





  • DST 6.50km
  • Teren 6.00km
  • Czas 00:39
  • VAVG 10.00km/h
  • VMAX 38.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jamrozowaa Polana

Piątek, 1 sierpnia 2014 · dodano: 02.08.2014 | Komentarze 0

Dobre miejsce na trening interwałowy. W towarzystwie jeszcze lepszy. Z Ulą krótko, ale treściwie.




  • DST 40.00km
  • Teren 18.00km
  • Czas 04:07
  • VAVG 9.72km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 1100m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Stołowe z Ulą

Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 27.07.2014 | Komentarze 0

Po piątkowej rozgrzewce przyszedł czas na prawdziwą wycieczkę. Tym razem chciałam pokazać Uli trochę więcej terenu i moje ulubione ścieżki, których w Stołowych nie brakuje. Zaczęłyśmy od szlaku na Czermnej, który niedawno pokazał mi Bogdan. Jest to wspaniała alternatywa dla asfaltowego podjazdu do Bukowiny i grzech było nie skorzystać.
W tym miejscu skręca się na ścieżkę z asfaltu, więc gdyby ktoś chciał skorzystać, to musi rozglądać się za spróchniałym lekko mostkiem i praktycznie zawsze otwartym szlabanem. Jadąc od Kudowy - po lewej stronie jezdni.

Dalsza droga była usiana różnymi niespodziankami:
zanikającymi ścieżkami...

przepaściami....

i pitstopami :)



No, ale nie ma lekko - trzeba zapracować na obiad. Na początek zmęczyć trzeba było podjazd pod Bukowinę do szlabanu, ale tu dzielnie dałyśmy radę ....

.... prowadząc pojazdy i korzystając z kąpieli słonecznych przed wjazdem do lasu, gdzie słoneczko tak bardzo już nie dawało popalić.
W końcu nastąpiły okoliczności przyrody, sprzyjające uszczknięciu zapasu napojów energetycznych, dodających animuszu przed niebieskim szlakiem z Lelkowej do IMKI..

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało byłam pod mocnym wrażeniem zjazdu Uli z niebieskiego - CIĄGIEM I ANI JEDNEGO PODPARCIA - mimo tłumu turystów, których trzeba było odganiać, jak owce na pastwisku. Ja oczywiście utknęłam przy kamolach i teraz sobie myślę, że to jednak w głowie zdecydowanie siedzi, bo ona nie wiedziała co tam jest i po prostu zjechała. No, ale na 29 to wszystko możliwe.  :)
Miny turystów, zwłaszcza ich męskiej i dziecięcej części po prostu bezcenne: patrz, dwie baby na takich rowerach w lesie - to jedno zdanie zdążyłam usłyszeć, choć samego pana nie zauważyłam, bo teren nie pozwalał się za dużo rozglądać. Poziom endorfin podskoczył mi maksymalnie. :):)
Na Lisiej Przełęczy trzeba było zrobić koniecznie przerwę na wykonanie różnych telefonów i smsów, bo jeszcze tylko tam był zasięg, wiadomo, że potem już jest różnie - inny świat. Pozdrawiam w tym miejscu Anię M. :)

No i oczywiście w tych okolicznościach też nie mogło braknąć fotki, no jakżeż by to wyglądało: wycieczka na Pasterkę bez sklepu w Karłowie? No, nieee.

Ponieważ wszędzie gdzie jechałyśmy Ula była po raz pierwszy, więc oczywiście pasterskie łąki przez niebieski szlak pod Szczelińcem również był obowiązkowym punktem programu. A mi sprawiły ogromną frajdę zachwyty osoby, która widzi to po raz pierwszy. I jeszcze mała zazdrość mnie wzięła, gdy Ula stwierdziła, że na Małym Szczelińcu była!!!

No, ale nie ma lekko, jedziemy dalej. Jadąc przez łąki Ula spostrzegła rolnika zmykającego z miejsca pracy ......

i zostawiającego niedokończone dzieło na łące, więc...

... jako znana społecznica postanowiła dokończyć za niego prace.

I proszę, jaki porządek po sobie zostawiła:

Zasłużyła tym samym na kolejny napój szczęścia w Pasterce, a przy okazji na wspaniały obiad z Wersalem w tle (przepiękna zastawa i srebrne sztućce do niej). Oczywiście współtowarzyszyłam jej w tej uczcie.







  • DST 30.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 12.00km/h
  • Podjazdy 300m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogórze orlickie

Piątek, 25 lipca 2014 · dodano: 25.07.2014 | Komentarze 0

Po brzydkiej środzie i czwartku wreszcie zaświeciło słońce. Trzeba było to natychmiast wykorzystać, więc umówiłam się z koleżanką i ruszyłyśmy. Zgubiłam licznik, komórka się rozładowała, więc przebieg jest tak naprawdę mocno szacunkowy. Ale wycieczka do Pekla, potem zielonym i niebieskim szlakiem do Nachodu i Kudowy była bardzo udana. Ula testowała swój nowy nabytek - ślicznego czarno-zielonego Krossa na 29-calowych kołach. Co prawda ona machnęła nogą raz, ja dwa, ale czy to ważne? :) Pokazałam jej fajne miejsca, w których była pierwszy raz, a ja po kilkudniowym przymusowym poście rowerowym (bo ciężko wycieczkę z dzieckiem traktować jakoś szczególnie poważnie, choć też było fajnie), czułam się jak chart spuszczony ze smyczy - wszystkie hopki i podjazdy były "płaskie".


  • DST 25.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 14.56km/h
  • VMAX 37.20km/h
  • Podjazdy 500m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lajtowo z bratową

Poniedziałek, 16 czerwca 2014 · dodano: 18.06.2014 | Komentarze 0

Tym razem to Aga miała ochotę na wycieczkę - ja niekoniecznie. Ale w zasadzie po co siedzieć w domu? Więc mimo migreny, a może właśnie dlatego, z zaproszenia skorzystałam. Kierunek ustalił się sam: IMKA, na której spotkałyśmy Wojtka i Krzyśka. Ci z kolei namówili nas (!!!) na niebieski szlak do Lelkowej Góry. Na jej szczycie jednak doszliśmy do wniosku, że jednak się rozjedziemy, tym bardziej, że jak już byłam na Lelkowej, to chciałam zjechać zielonym szlakiem do Kudowy. Oczywiście w którymś momencie - czy to przez osłabienie myślenia tabletkami przeciwbólowymi, czy też zwykłe zagapienie - nagle znalazłyśmy się przy szlaku czerwonym. Trudno, jedziemy. Tyle, że to naprawdę nie był mój dzień i większość zjazdu po prostu sprowadziłam rower, nie mając nawet ochoty na podjęcie próby zjechania go. Nie tym razem.
No, ale dystans 12 km nie powalał, więc zaproponowałam Adze jeszcze przejazd ścieżką rowerową przez Małą Cermną. Asfaltem o dziwo jechało mi się już bardzo przyjemnie i nawet głowa zachowywała się tak, jakby chciała przestać boleć. Czas na plotkach bardzo miło upłynął, nie zniechęciłam bratówki do dalszych jazd, a że kilometyry "płaskie"? No cóż, nie zawsze hardcore jest wskazany.