Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Góry Bardzkie

Dystans całkowity:220.00 km (w terenie 109.00 km; 49.55%)
Czas w ruchu:17:20
Średnia prędkość:12.69 km/h
Maksymalna prędkość:54.00 km/h
Suma podjazdów:4925 m
Maks. tętno maksymalne:179 (99 %)
Maks. tętno średnie:136 (75 %)
Suma kalorii:2847 kcal
Liczba aktywności:4
Średnio na aktywność:55.00 km i 4h 20m
Więcej statystyk
  • DST 34.00km
  • Teren 29.00km
  • Czas 03:30
  • VAVG 9.71km/h
  • VMAX 36.90km/h
  • Podjazdy 1150m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Bardzkie

Niedziela, 23 listopada 2014 · dodano: 01.12.2014 | Komentarze 3

Kto wie, czy czasem nie zapowiadała się ostatnia rowerowa wycieczka z BS-ową paczką, więc namawiać długo nikogo nie trzeba było, choć dla zapewnienia ekipie obecności Feniksa,  ukryłam przed nim szczegóły trasy, stwierdzając, że będzie na pewno zaje...ście, tylko przyjedź. Oczywiście Ryjek był potem szczególnie usatysfakcjonowany i nie omieszkał mi tego w przesympatyczny sposób wypomnieć.

Cel wycieczki i  plan, jak ten cel osiągnąć opracowała Lea, która lubi ostatnio różne rzeczy kolekcjonować i to był jeden z tych "kamyczków" do kolekcji, czyli: Góra Kłodzka zdobyta żółtym szlakiem i Bardo zdobyte szlakiem niebieskim. A potem powrót do Kłodzka obojętnie jak - wyszło czerwonym rowerowym przez Przełęcz Łaszczową (zaliczoną zresztą dwa razy w tym dniu).

Jak ktoś mi powie, że Góry Bardzkie są niskie, płaskie i słabe, to ubiję na miejscu. !!!!!!!!!!!!!
Tym razem poznałam je od strony interwałowej, a zaczęło się od razu z grubej rury, czyli podjazd pod Kukułkę terenem. Oj,  ja blondynka - czemu nie skorzystałam z ryjkowej propozycji objazdu asfaltem? Pewnie dlatego, że nigdy tamtędy nie jechałam i nie wiedziałam, w co się pcham. Ale spoko, miejscami dało się jechać.
Dla tego jednego zdjęcia warto było być na tej wycieczce. Aniu bardzo ci dziękuję, że je zrobiłaś i podkradam ci je na zawsze. Jak dla mnie to jest jedno z dwóch najpiękniejszych zdjęć tego sezonu - żadne mojego autorstwa. Jest klimat i moc w tym zdjęciu.

Popychanie rowerów przed sobą prawie zakończyło się na Górze Kłodzkiej i jeszcze jedno pchanie odbyło się pod kościółkiem nad Bardem, ale warto się było zmęczyć, żeby poznać uroki ślizgów, zjazdów i wodowań w kałużach. Szczególnie spodobała mi się próba zjechania szlakiem z kościółka, po której obtarcia łokcia, siniaki na ręce i nogach, to małe pikusie w porównaniu z przyjemnością jazdy w dół. Wiem, że trzeba to robić z większą prędkością, ale nad tym będę pracować w przyszłym sezonie, bo to już chyba rzeczywiście była ostatnia moja wycieczka rowerowa w tym roku. Tym większa moja radość, że zrobiona w tak świetnym towarzystwie, za które wszystkim dziękuję:
Ryjkowi
Emi
Ani
Zibiemu
Feniksowi
Bogdanowi
Kubie.

Czas na zimę.




  • DST 63.30km
  • Czas 04:11
  • VAVG 15.13km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 1000m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Ujeżdżanie żubra, czyli wypad do Srebrnej Góry

Niedziela, 5 października 2014 · dodano: 07.10.2014 | Komentarze 3

Oj, chodziło już za mną małe co nieco poza "kominem", więc niedzielnego poranka stawiłam się grzecznie w Kłodzku, gdzie przybyła Patrycja i Feniks. Oj, dawno, dawno się nie widzieliśmy, więc powitanie było, że ho ho. Trasa zaplanowana przez Feniksa miała być niespodzianką i pierwszyzną zarówno dla mnie, jak i dla Patrycji. Znałyśmy tylko ogólnie kierunek: twierdza w Srebrnej Górze.
Ruszamy więc na Wojciechowice i po ok. 2 kilometrach okazuje się, że mam kłopot z przerzutkami - linka się za bardzo poluzowała. W trakcie naprawiania okazuje się, że Feniks ma w zanadrzu kolejną niespodziankę: Tomcara, który dał mu się namówić na wypad. Przerzutki szybko chłopaki ogarniają i w czwórkę ruszamy dalej. Tomek ma duże wątpliwości, czy powinien jechać po całonocnej przeprawie z maleńką Zosią i tak, jakoś nieciekawie się czuje, jednak potem okazuje się, że to najzwyczajniej w świecie z głodu mu słabo było, czemu Feniks na szczęście w sposób niemal niezauważalny zaradził i Tomek z wyprawy nie zrezygnował. Ale ponieważ my też mieliśmy do uzupełnienia  zapasy napojowe, więc zatrzymaliśmy się przy sklepiku, który długo będę wspominać.

Pan sprzedawca był po prostu przecudny i on również sprawił mi  tego dnia niespodziankę, bo jak inaczej nazwać zakup kasztelana w butelce z kaucją (3,20+0,30) i bepowera (3,20) za łączną kwotę 3,90 zł? Trzy razy się upewniałam - pan twierdził, że tak ma być, więc ok, taka promocja może.  Tyle, że za chwilę przyszła inna pani, która sprzedawcę zmieniła :)
Ruszyliśmy dalej i raz mi się wydawało, że już tu byłam, a raz kompletnie nie miałam pojęcia, gdzie jestem,  ale wynalazek po drodze  pt.: "pomysłowy Dobromir" i "Polak potrafi" musiałam uwiecznić: świetny patent na własny prąd

W końcu rozpoznałam miejsce, w którym się znaleźliśmy - przełęcz Łaszczowa !!!!!  Przecież w tym miejscu mamy dotychczas największe grupowe zdjęcie bs-owców i wspomnienia tejże wycieczki naszły nas w sposób naturalny. Miejscówa na kasztelanka też wyborna, z czego oczywiście skorzystaliśmy.

A potem pojechaliśmy na spotkanie z tym oto zwierzęciem:

Po drodze Tomcar chciał zażyć spóźnionej kąpieli po ciężkiej nocy, ale Patrycja na szczęście czuwała nad nim.

Wracając do naszego żubra, Pani w sklepie okazał się niezwykłym poczuciem humoru i z szerokim uśmiechem zaproponowała, że możemy żubra poujeżdżać. Więc najpierw ostrożnie, z pewną dozą nieśmiałości Tomek "wziął byka za rogi"...

... a potem na całego .....

Pani sklepowa miała taką zabawę z moich prób zdobycia żubra, że w końcu zaproponowała swój sklepowy parapet, jako drabinę. 
W końcu po świetnej zabawie, przyszedł czas opuścić z żalem żuberka i podążyć w kierunku twierdzy, po drodze robiąc przystanki na krówki. Te "zwierzątka" zawsze przecież wszystkich podnoszą na duchu - proszę jacy zadowoleni:


Na postoju cieszyliśmy oczy pięknymi kolorami jesieni.

I w końcu zaczęliśmy poszukiwania wojsk Napoleona, znajdując ich tu....

i tu......, choć Patrycja szukała jednak czegoś innego :)

i w końcu tu ....


Przy okazji Tomek postanowił zaciągnąć się do wojska, ale najpierw sprawdzał czy warto i czy mają tam odpowiedni dla niego sprzęt.

I jeszcze szybciutko na górę na punkt widokowy i siuup na dół.


A o niespodziance w Bożkowie będzie cicho sza...., bo się wszyscy dowiedzą i rzucą na poszukiwanie skarbu, który pokazał nam Feniks.

Naprawdę rewelacyjny był to wypad - kolejny z cyklu: asfalt nie musi być nudny. Dzięki wielkie i mam nadzieję, że do rychłego spotkania.



  • DST 67.50km
  • Teren 45.00km
  • Czas 04:34
  • VAVG 14.78km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • HRmax 179 ( 99%)
  • HRavg 136 ( 75%)
  • Podjazdy 1300m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Bardzkie z ekipą BS- Veni Vidi Vici?

Sobota, 24 maja 2014 · dodano: 28.05.2014 | Komentarze 6

Nadszedł czas żeby zobaczyć, co się zmieniło od zeszłego pobytu mojego w Bardzkich. Podchodząc ostrożnie do tematu poprosiłam o pomoc Ryjka, który zaplanował trasę taką, która by mnie drugi raz nie dobiła. Rzucając hasło pozostałym BS-owiczom nie sądziłam, że propozycja spotka się z aż tak dużym odzewem i na miejsce spotkania zjawi się aż 15 osób (w tym oczywiście mła).

Pogoda zapowiadała powtórkę z Lądka, ale skoro przeżyliśmy tak wspaniale "Londyn", to cóż mogło nas wystraszyć w Bardzkich?

Tak więc Veni.
Skład przybył mocny.
Tomek i Janek.

Bogdan, Emi, Kuba i Michał
(jeszcze nie ogarnięty nagłym atakiem narkolepsji :):))

Ania i Feniks

Artur i ja
(oraz - o dziwo!!! -  ktoś za nami)

Ryjek

Greger, Bogdano i znowu Feniks
(który przymierzał się do zjazdu motorem, ale zapomniał, że ma trochę inny pojazd, a Bogdano w tym czasie sprawdzał, czy żyje)

Arek i Sergiusz
- z prawej, reszta przedstawiona wyżej - z lewej.

A tak dla wyróżnienia żeńskiej - niewielkiej części - tego wspaniałego składu przedstawiam nas trzy. Chłopaków razem ogarniemy na następnym wypadzie.

Potem nastąpiło vidi.
Podjazd pod Kukułkę oczywiście spowodował, że moje straszaki wróciły, dodatkowo wzmocnione przez obawy o łańcuch, który już już wcześniej dwukrotnie spłatał mi figla, spadając sobie nie tak jak powinien i powodując zdecydowany koniec jazdy. Ale moje obawy sprzętowe były niczym w porównaniu do późniejszych przeżyć pozostałych członków ekipy.  Około 6 km podjazd upłynął mi na walce z tętnem, ale za to w przemiłym towarzystwie Feniksa i Gregera.
Potem była przełęcz Łaszczowa i nareszcie dość długi i ciekawy zjazd w dół niebieskim (?) szlakiem, aż do Barda. Pierwsza grupa tak popędziła, że oczywiście punkt widokowy na Bardo ominęła. Druga grupa popędziła więc za nimi i tylko Feniks zaszalał, zaliczając krzyż (chyba, że to był ukryty przed resztą szybki wypad na modlitwę o cud pogodowy, co w efekcie podziałało i to na dość długo).

Ten kawałek przypadł mi bardzo do gustu: korzenie, kamienie, drzewa, które trzeba ominąć. Poprzednim razem pojechałam górą, omijając to, co najlepsze na tym szlaku, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Dalszy zjazd od źródełka to też cudeńko, nawet dzisiejsze siniaki i zadrapania po wyborze nie tej ścieżki co trzeba, więc zakończonej przepięęęękną glebą, są dla mnie przemiłe


O flakach, kapciach i snakach w ilości niebotycznej polecam i pooglądać i poczytać w relacji Emi.Ja wspomnę o przypadkach innych, tzw.: niezależnych od okoliczności.
Poniżej przykład nieziemskiego zmęczenia (?:):)) niezwykle trudną trasą Gór Bardzkich, gdzie regeneracja w każdej formie i o każdej porze jest jak najbardziej wskazana. Ryjek dla odmiany tak się rozkręcił w kursowaniu między barem, a ławkami, że ostatecznie gdy przyszło do wyruszenia na trasę musiał się wrócić.....po rower, o którym troszkę zapomniał.

Tutaj z kolei mamy przykład niedosytu trasą, w związku z czym następują czynności zastępcze w postaci połykania węża, .......

co skutkuje potem .... tymże wężem w żebrach, choć Feniks usiłował nas przekonać, że to wynik uprawiania sportów ciężkich, czyli atleta w stylu lat 20-tych XX wieku.

Po wielu bojach i przebojach pod tytułem: zgubiliśmy się, gdzie jesteście? dotarliśmy z powrotem na Przełęcz Łaszczowa

Bardo, rezerwat cisów, których jakoś dziwnie nie obejrzeliśmy, pokręciliśmy się potem gdzieś po okolicach i rozpoczęliśmy powrót. I tutaj wreszcie było moje vici.!!! Wjechałam w całości od Barda do Przełęczy Łaszczowej!!!!!. Hura trauma pokonana:):)

Cieszę się niezmiernie ze spotkania z naprawdę wspaniałymi ludźmi - dzięki Greger za dotrzymywanie kroku słabszym :) - niestety nie oznacza to jednak, że Góry Bardzkie pokocham miłością wielką. Lokalny patriotyzm bierze we mnie górę i jednak Stołowe i Orlickie to mój numer 1 i chyba długo się to nie zmieni. Co prawda Góry Bardzkie to świetne tereny do trenowania podjazdów, bo drogi są tutaj szutrowe, a nie asfaltowe (pominę kilka takich fragmentów), więc to zdecydowany plus.

Tym razem przybyłam, zobaczyłam i zwyciężyłam ... własne słabości, a to jest na razie najważniejsze.

Mapka niestety nie jest dokończona, bo komórka po drodze padła.



  • DST 55.20km
  • Teren 35.00km
  • Czas 05:05
  • VAVG 10.86km/h
  • VMAX 43.80km/h
  • Kalorie 2847kcal
  • Podjazdy 1475m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Bardzkie

Poniedziałek, 11 listopada 2013 · dodano: 30.11.2013 | Komentarze 6

Zaległy wpis uzupełniam - z opóźnieniem, no ale cóż.
Muszę przyznać, że to był mój najtrudniejszy do tej pory wyjazd. Trasa piękna, częściowo była mi znana z wcześniejszych pieszych wypadów, ale momentami gdyby ktoś mi powiedział, że jesteśmy w Karkonoszach to chyba też bym uwierzyła.
Podjazdów sporo i na serpentynach, gdzie na przestrzał widać drugą stronę góry, robiło to na mnie masakryczne wrażenie: ILE JESZCZE W GÓRĘ, KIEDY SZCZYT?
Nie zdążyłam nawet powiedzieć potem Ryjkowi, jak bardzo byłam mu wdzięczna za końcowe skrócenie trasy. Trzy miesiące na rowerze to jednak za mało, żeby nadążyć za mocną ekipą. Ponieważ jednak bakcyla połknęłam, to nie zamierzam odpuszczać i zimę potraktuję, jako czas na wzmocnienie siły, żeby przyszły sezon był lepszy. Po techniczne opisy trasy odsyłam do pozostałych uczestników - zwłaszcza do Ryjka, który pięknie je opisał.Pozdrawiam wszystkich gorąco i dzięki za wycieczkę.
Artur © cerber27

Zbyszek z Bogdanem © cerber27

Ania analizuje gdzie teraz? © cerber27

Piotrek sprawdza czy pasuje do KTM-a © cerber27

Przystanek na fotki © cerber27

Zdjęcie grupowe © cerber27

Tęcza © cerber27

Na zimę musi wystarczyć © cerber27

/11873032