Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2014

Dystans całkowity:362.97 km (w terenie 116.00 km; 31.96%)
Czas w ruchu:26:14
Średnia prędkość:13.84 km/h
Maksymalna prędkość:54.20 km/h
Suma podjazdów:6509 m
Maks. tętno maksymalne:175 (97 %)
Maks. tętno średnie:144 (80 %)
Suma kalorii:9051 kcal
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:30.25 km i 2h 11m
Więcej statystyk
  • DST 23.00km
  • Teren 22.00km
  • Czas 02:26
  • VAVG 9.45km/h
  • VMAX 30.00km/h
  • HRmax 170 ( 94%)
  • HRavg 144 ( 80%)
  • Podjazdy 1000m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wielka Sowa - prawdziwy chrzest bojowy mój i Lycanka

Niedziela, 27 kwietnia 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 6

Nie ma to, jak szybkie pomysły i jeszcze szybsza ich realizacja. Jeden telefon od Emi w sobotę i już następnego dnia z rana stawiamy się na zbiórce w Rzeczce. Emi "dostarcza" również swojego skarba - nie, nie rower tylko Kubę.:)

Na początek nastąpiło tasowanie "piłeczek", zwolniliśmy bęben maszyny losującej i jedna para wylosowała kierunek: prosto, druga para szczęśliwie w lewo. Pewnie nikt by się nie domyślił, kto z kim i gdzie wyruszył? Tak, tak niewyżyci namierzyli kierunek:  prosto - czerwonym do wieży. Na szczycie spotkaliśmy również Mariusza, który jednak dość szybko popędził dalej.

Oj, gdybym ja wiedziała na co się zapisuję? To była masakra tylko nie piłą mechaniczną a rowerem moim własnym. Takiej dawki adrenaliny dostarczonej mi przez Emi wystarczyłoby chyba na słonia. O podjazdach pisać nie zamierzam, żeby nie denerwować siebie i innych, ale te zjady !!!!!!!!!! W życiu jeszcze nie zjechałam tak daleko i tak długo po taaaaaakich luźnych kamolach i korzeniach i takim stopniu nachylenia, że gdybym sekundę dłużej myślała, to bym sprowadzała rower z każdej górki, przez którą  przejeżdżaliśmy. Po zjeździe z żółtego szlaku moje kolana zaczęły wręcz żyć własnym życiem i nijak nie mogłam ich przywołać do porządku. Choć kolana Emi też dały jej coś od siebie.
Emila
Emila © cerber27


Nasza czwóreczka
Nasza czwóreczka - Mała Sowa. 
Końcówka żółtego
Końcówka żółtego.
Ale Kuba też był w swoim żywiole
Ale Kuba też był w swoim żywiole.
Kierunek Kalenica również wybrali hardcorowcy, a my maluczcy zostaliśmy sprawić dla nich godny posiłek
Zjeżdżam
Zestaw obowiązkowy

Zestw obowiązkowy
Zimna Polana
Zimna Polana  - rowery też muszą odpocząć

Z Kalenicy
Dzięki stokrotne Emi za tą jazdę i wsparcie w kryzysie, a  Kubie za cierpliwość i wyrozumiałość. Teraz rozumiem, co cię tam tak ciągnie i mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie zahukam jeszcze raz z Sową.




  • DST 30.00km
  • Teren 13.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 13.33km/h
  • HRmax 175 ( 97%)
  • HRavg 139 ( 77%)
  • Kalorie 1300kcal
  • Podjazdy 550m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Taszów-Borova

Sobota, 26 kwietnia 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 4

Druga wycieczka tego dnia. Po rozgrzewce z Wiktorem na Bukowinę tempem 7-8 km/h czułam lekki niedosyt, a ponieważ Bogdan wybierał się na rower, więc postanowiłam przejechać się z nim. Przed domem czekała na nas niespodzianka w postaci Agi przygotowanej na przejażdżkę, z odpowiednim sprzętem i nastawieniem. Superancko, tylko biedna nie wiedziała co ją czeka.

Bogdan wybrał trasę: górkami przez ul. Słoneczną (tam mi Mundek odmówił współpracy i znowu nie mam trasy)
Słonecnza
Kudowa z
Kudowa z "lotu ptaka".
Bodzio na podjeździe
Bodzio na podjeździe między Jeleniowem a Lewinem.
Aga jeszcze zadowolona
Aga jeszcze zadowolona
Lewin
Do Lewina terenem przez pola, tory kolejowe i wylądowaliśmy pod wiaduktem. Tym razem bez dziur w dętkach, ale za to z kompletnym ubłoceniem wszystkiego.
Gdzieś tam
Gdzieś tam na trasie
Kocioł
Z Lewina pojechaliśmy przez Kocioł do Taszowa - oboje chcieli gryźć, ale każde z innego powodu :).
Taszów
Taszów jesienno-wiosennie
Borowa to na pewno
Fantastyczna łąka do Borowej - ciekawe, kiedy w końcu jakiś rolnik nas pogoni?
Poplotkować też kiedyś trzeba
Poplotkować też kiedyś trzeba, niezależnie od tego jak bardzo Bodzio nas popędzał.
Niestety przy tym plotkowaniu czas tak pędził, że trzeba było skrócić plan Bodzia i wrócić żółtym do Ceskiej Cermnej, a potem przez Brzozowie wrócić do Kudowy.
I na koniec, żeby Bodzio miał co robić pozwoliłyśmy mu łaskiwe, aby umył nasze pojazdy
Więc na koniec, żeby Bodzio się już tak nie denerwował,  pozwoliłyśmy mu łaskawie, aby się rozładował i umył nasze pojazdy.
Wycieczka była:
1. Dla mnie rewelacja
2. Dla Bodzia żółwiowo-rekreacyjna
3. Dla Agi traumatyczna - jak otrząśnie się z szoku to może się do nas odezwie :):)



Kategoria Góry Orlickie


  • DST 15.90km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 15.90km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • HRmax 155 ( 86%)
  • HRavg 125 ( 69%)
  • Podjazdy 300m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Bukowina z Wiktorem

Sobota, 26 kwietnia 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 2

Ponieważ postanowiliśmy na długi weekend wziąć Wiktora wraz z jego rowerem, więc trzeba było potrenować troszkę podjazdy. Jak na to, że ma on dopiero lat 11, to poszło REWELACYJNIE - wszystkie miejsca trudne i męczące wjechał, czas przejazdu netto to 1 godzina. Odpoczywać oczywistym jest, że musiał, bo to jeszcze nie ta siła. A że ja się przy tym jeżdżeniu nie zmęczyłam, to po południu dodałam sobie jeszcze jeden przejazd, już taki bardziej dający w kość.
Pierwsza hopa w Czermnej
Pierwsza hopa w Czermnej.
Dzielny Wiciu
Dzielny Wiciu.
Podjazd przy Saint George
Podjazd przy Saint George.
Dojazd już na samą Bukowinę
Dojazd już na samą Bukowinę.
Najtrudniejszy moment
Najtrudniejszy moment.
Startujemy
Dojeżdżamy do szlabanu. Potem to już przez Drogę Aleksandra i asfaltem do domku.























  • DST 46.47km
  • Czas 02:19
  • VAVG 20.06km/h
  • VMAX 48.40km/h
  • HRmax 172 ( 95%)
  • HRavg 139 ( 77%)
  • Podjazdy 370m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Peklo-Oleśnice-Lewin-Kudowa

Środa, 23 kwietnia 2014 · dodano: 23.04.2014 | Komentarze 4

Kategoria Trening


  • DST 31.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 02:15
  • VAVG 13.78km/h
  • VMAX 54.20km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • HRmax 162 ( 90%)
  • HRavg 135 ( 75%)
  • Kalorie 1267kcal
  • Podjazdy 600m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Stołowe - Pasterka

Niedziela, 20 kwietnia 2014 · dodano: 21.04.2014 | Komentarze 0

W ten świąteczny dzień postanowiliśmy nie siedzieć przed telewizorem, tylko ruszyć swe szanowne zadki w teren - w trójkę.
Po wczorajszym sprawdzeniu bloków i przetrwaniu 30 km w terenie w nowym osprzęcie, ten dzień był sprawdzeniem, czy rzeczywiście ułatwiłam sobie w końcu życie czy też nie? Ponieważ Bodzio ma plan na jazdę z Wiktorem do Leśnego Baru w trzeci dzień naszej oczekiwanej wycieczki, więc trzeba było zrobić mały trening na podjazdach. 
W związku z tym kierunek mógł być na razie tylko jeden: Karłów - Pasterka - Kudowa.

Drobny przystanek na Czerwonej Skale.

W drodze na Pasterkę


Standardowy przystanek na Pasterce.


I do Szczelinki na całkiem pyszną pizzę.

Powrót przez Pasterskie Łąki - jedno z moich ulubionych miejsc na robienie fotek.




Kategoria Góry Stołowe


  • DST 51.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:53
  • VAVG 13.13km/h
  • VMAX 42.60km/h
  • HRmax 172 ( 95%)
  • HRavg 139 ( 77%)
  • Podjazdy 950m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pierwsza jazda w SPD

Sobota, 19 kwietnia 2014 · dodano: 21.04.2014 | Komentarze 7

Cel Wielkosobotniej wycieczki był jeden: PRZETESTOWAĆ  NOWE  BLOKI  SPD.

Czasem zdarza się tak, że Bogdan lepiej ode mnie wie, czego mi trzeba i różnymi sposobami to wprowadza. Najpierw skusił mnie butami Shimano CLICK`R (nowość w ofercie SHIMANO).  Jednak bez bloków podeszwy ślizgają się na samym pedale, o czym przekonałam się na wycieczce po Pogórzu Orlickim i robi się wtedy nawet niebezpiecznie. Tak więc w następnej kolejności Bodzio dostarczył pedały i bloki do kompletu. Jeszcze ostatnie chwile wahania i w końcu decyzja - raz kozie śmierć - zakładamy.

Procedura ćwiczebna oczywiście standardowa:
- Jak w tym się jeździ?
- Normalnie, wsiadasz, wpinasz się  i jedziesz.
- A jak się przewrócę?
- To trudno, a jak cię mam złapać?.
Tak więc po uzyskaniu niesłychanego wsparcia psychicznego ze strony trenera i biorąc sobie do serca jego cenne wskazówki techniczne, ustawiłam rower na chodniku (bo prosto i trawa blisko), jedną nogę wpięłam i ......... ruszyłam.

LICZBA WYWROTEK: 0

Bloki prezentują się tak:

Rower prezentuje się tak:

Teraz czuję się "związana" z Lycanem na stałe.

Wrażenia są niesamowite:
1. Wpięcie jest bardzo intuicyjne i łatwiejsze, niż w nartach biegowych, poza tym można najpierw oprzeć stopę na całym pedale, więc nie ma obaw, że nie zdążę z wpięciem.
2. Wypięcie jest jeszcze bardziej intuicyjne, bo każde przesunięcie nogi w prawo czy w lewo, palcami czy piętą pozwala na uwolnienie nogi. Jest to bardzo lekkie i okazuje się łatwe.
3. Szarpanie nogą pionowo do góry nie spowoduje wyciągnięcia stopy z bloku.
4. Bloki w butach zupełnie nie przeszkadzają w chodzeniu.
5. Nie bolą mnie tak kolana przy jeździe pod górę.
6. Minus butów jest taki, że są całe z bardzo przepuszczalnego materiału i wystarczy lekki deszcyk, żeby natychmiast całe przemakały. Koniecznym wyposażeniem wycieczek muszą być więc ochraniacze na buty - który to zakup muszę uczynić jak najszybciej.

A to sprawca mojego szczęścia oraz zakwasów w dniu następnym:



Kategoria Góry Stołowe


  • DST 20.00km
  • Czas 00:57
  • VAVG 21.05km/h
  • VMAX 34.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • HRmax 174 ( 96%)
  • HRavg 139 ( 77%)
  • Podjazdy 50m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zimno, mokro i gradowo

Wtorek, 15 kwietnia 2014 · dodano: 15.04.2014 | Komentarze 5

Tak mnie poniosło, że nie do końca zastanowiłam się jaka jest pogoda. Po 10 minutach jazdy wjechałam w ścianę deszczu i kryjąc się pod daszkiem sklepu zastanawiałam się co dalej ? Chciałam na Bukowinę, ale nieboskłon skierował mnie w drugą stronę. Żeby nie rezygnować już zupełnie z dalszej wycisnęłam treningowo asfalt do Beloves i z powrotem. Na powrocie już z daleka jednak widziałam, że będzie kiepsko, bo jadę prosto w totalną ścianę deszczu, a jak już w nią wjechałam, to się okazało, że to jest wręcz grad. Masakra. Taką siebie brudną, przemoczoną i zmarzniętą to pamiętam ostatnio chyba w dzieciństwie - z butów wylewałam wodę, a resztę wykręcałam.
Ale było fajnie!!!!!
Przed tym uciekałam i w to się wbiłam
Przed tym uciekałam.....
Deszczyk
i w to się wbiłam.
Kaczuszka
Kaczuszka  i ......
Prawie ja
Prawie ja.
Kto mi powie co to jest, ten jest gość
Kto mi powie co to jest, ten jest gość:):):)


Kategoria Trening, W pojedynkę


  • DST 15.60km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:15
  • VAVG 12.48km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • HRmax 168 ( 93%)
  • HRavg 139 ( 77%)
  • Kalorie 909kcal
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bukowina i z powrotem

Piątek, 11 kwietnia 2014 · dodano: 11.04.2014 | Komentarze 0

Od soboty już tak się stęskniłam za siodełkiem, że w nosie miałam jaka jest pogoda, byle już nie padało. Czasu jak zwykle mało, więc jak się startuje o 16.30, to gdzież tu można pojechać z moim tempem? Tylko Bukowina do szlabanu, bo przynajmniej poćwiczę podjazdy. Ale najpierw przejechałam się po Górze Parkowej, zobaczyć jak tam wygląda. No i nie wygląda, bo trwają prace remontowe na wszystkich schodach, wszędzie zryte dróżki, zagrodzone taśmami i ogólnie jeździć się nie da. Tak więc odwrót i na  Bukowinę. Przystanek na rozdrożu i już dzielnie do szlabanu. Te 2 km podjazdu zajmują mi 10 minut, ale jest to cholernie ostry podjazd. A napisałam sobie to po to, żeby przeczytać we wrześniu i porównać jaki wtedy będzie mój czas. Zdecydowanie wolę podjeżdżać przez Czermną do Bukowiny, niż do IMKI przez Karłów, choć w sumie odległość ta sama.


  • DST 39.00km
  • Teren 25.00km
  • Czas 03:30
  • VAVG 11.14km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • HRmax 174 ( 96%)
  • HRavg 120 ( 66%)
  • Kalorie 2200kcal
  • Podjazdy 950m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Złote ze złotą jedenastką

Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 06.04.2014 | Komentarze 9

Od samego początku patrząc na zaplanowaną przez Zbyszka  trasę, miałam wątpliwości czy powinnam się tam wybierać. Zapowiadało się bardzo  ostro i ciężko i jeszcze dodatkowo zgasiła mnie pogoda, która od razu w Kudowie dała popis i zapowiedziała co nas jeszcze dodatkowo może czekać. No ale rowery i plecaki spakowane, więc trudno: ruszyliśmy wraz z Cerberem27 z nastawieniem, że jakoś to będzie.

No i było.

Po dojeździe na parking w Lądku okazało się, że cała ekipa już na nas czeka w bardzo klimatycznej bramie - chowając się, a jakże, przed deszczem. Szybkie przywitanie i zapoznanie się z nowymi członkami ekipy i start.

Pierwszy podjazd okazał się tak zabójczy, że musieliśmy zrobić przystanek na uzupełnienie wody w organizmach. W tym czasie deszcz również postanowił wziąć trochę na wstrzymanie i w końcu puścił nas w dalszą drogę.

Na mały rozruch Zibi postanowił zrobić nam najpierw mały labirynt i wspinaczkę alpejską, ale z braku czekanów pomocnym sprzętem okazały się rowery.


Następną atrakcją był tor przeszkód i ścieżka zdrowia, gdzie mogliśmy poćwiczyć inne mięśnie, nie używane raczej podczas jazdy, np.: biecpsy przy podnoszeniu ciężarów, lub rzucie rowerem na odległość przez zwalone pnie.

Gdy w końcu Wodzu ulitował się nad nami maluczkimi i zezwolił niektórym na dalszy wjazd szutrówą, za przewodnika dając nam Anię, zrobiło się wesoło, wycieczkowo i niezbyt męcząco. Druga część grupy niestety zezwolenia od trenera nie dostała i pojechała ćwiczyć skłony, przysiady i skoki nad przeszkodami.

Nasza szósteczka, czyli: Ania, Bogdano, Ryjek,Feniks, Gregor (albo Greger) i ja dotarła do przepięknego miejsca - nie mam bladego pojęcia gdzie - ale możliwości rozjazdu naliczyłam aż siedem i stamtąd zaatakowaliśmy "podjaździk" do ruin, który potem z ogromną przyjemnością zjechałam.


Cały zjazd zarezerwowali sobie najlepsi, więc trudno musiałam się pogodzić ze stratą zjazdu po kamolach i zadowoliłam się błotem i korzeniami, niech mają.

Dalszej jazdy, aż do jedzenia w Travnej, nie ogarniam. Przy podjazdach, na których litościwie Wódz i reszta oczekiwali na mnie wymiękałam, ale nie wypadało krzyczeć na Przewodnika z obawy, że jeszcze większy hardcor mi zafunduje więc gromy leciały w kierunku dobrze mi znanym. Na szczęście Ryjek zmotywował mnie do dalszych ćwiczeń i dostarczył kalorii, bo nie ma to jak wzajemne zrozumienie uciśnionych.

Przyznaję jednak, że Wodzu też wiedział czym opornych zachęcić i skierował nas na przecudowne zjazdy, zwłaszcza zjazd po jakiejś łące przed Travną mi się spodobał.

Technicznie był to bardzo trudny wyjazd i cieszę się, że Zibi nie zrealizowł go do końca, bo byłoby ze mną kiepsko. Ale z drugiej strony to tylko powoduje, że na pewno w Góry Złote wrócę.

Niektóre zdjęcia pożyczyłam od EMI, a mapka jest do wglądu u Cerbera27, bo u mnie nie koniec kłopotów ze sprzętem.


  • DST 15.50km
  • Teren 3.00km
  • Czas 01:08
  • VAVG 13.68km/h
  • VMAX 48.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 459m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bukowina-YMCA-Kudowa

Piątek, 4 kwietnia 2014 · dodano: 04.04.2014 | Komentarze 2

Przed sobotnim wyjazdem nie wolno się zbytnio forsować, ale potrenować trzeba. Tak więc dla sprawdzenia uskuteczniłam trasę na Bukowinę, gdzie wdrapałam się po 40 minutach - jest to poprawa do poprzedniego razu o jakieś 8 minut. To dużo zwłaszcza, że do szlabanu zatrzymałam się już tylko raz - na rozjeździe do Pstrążnej i Bukowiny. Potem był oczywiście młynek, ale jednak wjechany w całości. Tym razem nawet nie brałam aparatu. Na Drodze Aleksandra kusił czerwony, ale jednak niebieski do IMKI zwyciężył, bo jeszcze w tym roku na nim nie byłam. 10-metrowy odcinek na kamieniach nadal nie zjechany, reszta już ok. Cieszy mnie to bardzo. A asfalt do domu to już tylko sprawdzenie prędkości maksymalnej - na razie przy 48 pojawiły się czaszki w oczach.

A z braku mundka mapka z października 2013, ale trasa ta sama.