Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2014

Dystans całkowity:172.57 km (w terenie 71.00 km; 41.14%)
Czas w ruchu:17:10
Średnia prędkość:10.05 km/h
Maksymalna prędkość:51.00 km/h
Suma podjazdów:2684 m
Maks. tętno maksymalne:180 (100 %)
Maks. tętno średnie:172 (95 %)
Suma kalorii:10646 kcal
Liczba aktywności:5
Średnio na aktywność:34.51 km i 3h 26m
Więcej statystyk
  • DST 61.78km
  • Teren 30.00km
  • Czas 04:53
  • VAVG 12.65km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • HRmax 180 (100%)
  • HRavg 140 ( 77%)
  • Kalorie 4274kcal
  • Podjazdy 1300m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pogórze Orlickie z BS

Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 01.04.2014 | Komentarze 5

I znowu razm w cudownym składzie. Każdy się stawił a miejsce z innej strony i inaczej, więc niemal każdy ma inny czas i dystans tej wycieczki - oczywiście nietrudno zgadnąć kto miał najdłuższy. Pozdrowienia dla naszej rakiety Lei, która jak burza nadciągnęła oczywiście na dwóch kółkach, tak samo jak Ania z Ryjkiem i Bogdanem, a Toomp i Artur dotarli autami. O tyle istotne, że nie mieli odwrotu i musieli pokonać calutką trasę chcąc trafić z powrotem do auta. Myślę, że byli jednak zadowoleni.

Że trasa będzie ambitna, wiedziałam od razu, bo miałam ją częściowo przejechaną w zeszłym roku. Ale oczywiście było jeszcze bardziej hardcorowo, o czym siodełko dało mi po koniec mocno znać. Nie zmienia to faktu, że w takiej ekipie to i glebę gryźć można z uśmiechem (no, na ostatnim zjeździe to już mi tak do śmiechu nie było, ale następnym razem się poprawię).  Licznik na rowerze i pulsometr spowodował, że wreszcie mogłam zacząć cokolwiek kontrolować w swoich przejazdach, zwłaszcza prędkość zjazdu do Kotła, gdzie palce zacisnęły mi się na hamulcu przy 50 km/h. To na razie chyba moja graniczna szybkość - jest co poprawiać. Licznik poza tym ma to, czego nie ma moje endomodo, mianowicie rzeczywisty czas przejazdu. Ta opcja szczególnie mi się podoba.

Trasa wycieczki objęła tym razem następujące check pointy:
1. Kudowa (fot.:Ryjek)

2. Nachod-Beloves. Szybkie i płaskie 12 km dla dojechania do właściwej trasy.
3. Jiraskova Chata - pierwszy konkretny wodopój


4. Peklo - takiej zbiorówki jak Ryjek to nikt nie robi, więc....wybacz Ryjku ale znowu pożyczka, bo to zdjęcie naprawdę oddaje klimat tego dnia.


5. Ceska Cermna

A potem przecudowny zjazd żółtym szlakiem

Ryjek i Ania również na nim zaszaleli

Tak, jak i Bogdano

Choć kto wygrał?



6. Novy Hradek.
Zapytałam Hradka, czy jestem najlepszym kolarzem w ekipie? Odpowiedział, że tak i proszę co mu się stało..

Nie wiem, o co zapytał Toomp, ale chyba nie spodobała mu się odpowiedź.

7. Oleśnice
Zasłużony odpoczynek. Przemiła obsługa, nieprawdopodobnie niskie ceny, klimatyczne miejsce.

8. Kocioł - Taszów


9. Borowa
Ten skrót do Borowej jest przepiękny wizualnie


10. Nachod-Kudowa
Po rozstaniu się w Bororwej z Anią, Ryjkiem i Bogdanem pomknęliśmy na niebieski trawers urwiskiem nad Peklem, który odkrylismy z Bogdanem jesienią. Wtedy wrażenia były ogromne i teraz też było superancko.

Pozdrawiamy wszystkich......

A potem szukamy skrótu - lotem koszącym w dół jakieś dwie minuty.

My małe, to dołem, a oni wysocy to którędy?

Jeszcze ostatni zjazd do Beloves
I to już koniec

Po takiej podróży  mogę się już sama wypuścić w te tereny, nie bojąc się, że się zgubię. Dzięki wszystkim za ten cudownie męczący reset od codzienności.
Mapkę  pożyczyłam od Bodzia, więc bardzo proszę nie patrzeć na dane z boku trasy. Z braku własnej komórki i tym samym endomondo nie mam w czym rejestrować przejazdów. No i trasa poniżej jest wydłużona o ok. 7 km, które pozostała ekipa przejechała bez mła.





  • Aktywność Wędrówka

Przywitanie wiosny w Karkonoszach

Piątek, 21 marca 2014 · dodano: 25.03.2014 | Komentarze 4

Po zmierzeniu zamiarów do sił oraz namówieniu na wyjazd Mariusza, nie było innej opcji poza pieszą.
Tak więc gdy całym BS-em dotarliśmy do Janskich Laźni, przeliczyliśmy ogromną ekipę i w liczbie trzy ruszyliśmy ku naszemu przeznaczeniu.
Całe szczęście, że panowie w poszukiwaniu parkingu dojechali do Hoffmanovej boudy, bo to nam w nieoczekiwany sposób ułatwiło  start:parking okazał się również wejściem na żółty szlak. Pożałowaliśmy przy tym Janusza i Kasi, z którymi na pewno cudnie byśmy się bawili, ale cóż ze zdrowiem żartów nijak nie ma (mocne uściski dla Was przy okazji. Mam nadzieję, iż Ryjek przekazał smutne wieści o tym co spotkało Kwasnicaka :).

Tak więc bikerowcy w jedną.........
I tyle ich widzieli
....a my w drugą stronę świata.
Beata, Maniek i mła (hmmm)
Beata, Maniek i mła (hmmm)
Pierwsze oznaki wiosny zostały wreszcie odnalezione.....
Zdjęcie może d... nie urywa, ale mało nie starnowałam Beaty, żeby przyłapać gościa na jej plecaku
Zdjęcie może d... nie urywa, ale mało nie staranowałam Beaty, żeby przyłapać gościa na jej plecaku.

Nazwy czeskie czasem powalają prostotą: Nad Hoffmanovą Boudą - któżby się mogł domyślić o co chodzi?
Odcinek żółty się skończył
Szlak żółty się skończył i dzielnie wznieśliśmy się na niebieski odcinek, po drodze mijając przepiękne miejsca.
Nie sądziłam jeszcze, że to jest nasza droga do celu.
Jest pięknie
U Zrcadlovych Bud - nadszedł czas na zrzucenie małego co nieco: dosłownie i w przenośni - musimy podejść ok. 300 m w pionie.
Po raz kolejny zmieniamy barwy i teraz naszym ulubionym kolorem jest żółty.
U Zrcadlovych Bud
Mariusz oczywiście rozanielony się zrobił na sam widok podejścia, no ale cóż - dzielnie podreptałyśmy za nim.
Zaczyna się
Mariusz już leży, a piwa jeszcze nie było - dopiero się zastanawia czy zmniejszyć ciężar plecaka, Beatka zaś kontempluje widoczki, które rzeczywiście są...... ach brak słów, jak piękne.
Odpocząć też czasem trzeba

Kilka widoczków
Tą wstążeczką na dole dopiero co podążaliśmy.
I jeszcze jeden
Koniec lasu, ale nie atrakcji, które sobie fundnęliśmy w postaci ....
Nam też się troszkę zimowo w końcu zrobiło

..... ominięcia samego szczytu Cernej Hory. Oj, tak to jest gdy się biwakuje nie tam gdzie trzeba :):):)
Nad Horskim Hotelem czekał na nas
Przy Cernej Boudzie Mariusz obmyśla kolejne atrakcje...
CernaBouda
........ tam?
W tle jawi się nasz plan na dzień następny
No dobra - to nasz plan na dzień następny.
No to może tam?
No to może tam?
Ok. ciśniemy na Luciny czerwonym - czas mamy dobry, więc dodatkowe 4 km w jedną stronę nie powinny zrobić na nas większego wrażenia.
No i ok nie czołgamy się, ale żeby aż tak ????
To dla nas?????
Czy ekipa rowerowa poznaje miejscówkę?
Znacie to ?
I znów te nazwy, ale grzybek oznacza Peca pod Śneżku
I znów te nazwy
Docieramy do Kolińskiej Boudy, ale sprawdzamy jeszcze co jest za następnym zakrętem....
Kolińska bouda - pyszne jedzenie
okazuje się ,że stoi tam sobie Pan bezrobotny przy Prazskiej Boudzie, więc wracamy na pyszny obiadek i piwko.
Pan bezrobotny
Toast za zwycięzców.
Toast za zwycięzców
No: pojedli? Popili? To ..... w drogę powrotną czas wyruszyć.
Trasa  do Cernej Boudy już nam znana, a jednak proszę jaka niespodzianka może spotkać? Nasi tu byli!!!!
Byli tu nasi
Szlaku nie uświadczysz - ma być czerwony.
Szlaku właściwie nie widać
W związku z tym Mariusz postanowił zbadać czy czasem pod śniegiem się nie ukrył.
Ominąć czy przeskoczyć?
Ominąć czy przeskoczyć?
Trawersujemy
My też mieliśmy swoje singielki, proszę jakie ładne.
Zakręty
Mimo bolących kolan humory dopisują na powiedzmy, że końcówce trasy.
Jest pięknie
W końcu znaleźliśmy cywilizację i zamówiliśmy upragniony transport do Upy.
Koniec podróży na dziś - może nas kto weźmie?

A na sam koniec mapa zamiast wykresu, gdyż mój kolega Mundek  postanowił zrobić sobie kilka przerw.
Tym razem mapa zamiast wykresu

A potem była Bałkanica....
Dystans: 20 km, czas trwania: 5 godzin


  • DST 17.57km
  • Teren 6.00km
  • Czas 01:34
  • VAVG 11.21km/h
  • VMAX 34.21km/h
  • HRmax 138 ( 76%)
  • HRavg 172 ( 95%)
  • Kalorie 880kcal
  • Podjazdy 247m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Treningowo koło domu

Poniedziałek, 10 marca 2014 · dodano: 10.03.2014 | Komentarze 4

Po pracy, czyli wyjazd o 17.00. Niby już ciepło, niby jeszcze jasno, a jednak daleko się jeszcze nie można wypuścić o tej porze. Dlatego pomyślałam o Górze Parkowej, a co potem to się zobaczy.  Na tętnie 172 osiągnięcie przekaźnika zajęło mi prawie 15 min, ale dlatego, że uparłam się wracać i podjeżdżać jeszcze raz te miejsca, z których spadałam przez korzenie i luźne kamienie. Najtrudniej było od schodów przy altance miłości, bo zrobiłam na tym odcinku aż trzy podejścia, ale w końcu wyszło i dotarłam szczęśliwie do przekaźnika.
I znowu przekażnik
Pooglądałam Czermną i co dalej?
Widok na Czermną
Zdecydowałam, że przejadę się Urwiskiem Beaty póki jeszcze jasno, bo ostatnio Bogdan mnie tu przytargał, ale było tak ciemno, że już nic nie widziałam. Postanowiłam zobaczyć którędy tak naprawdę jechałam
Tam dalej dojechałam
Zaczęło się

Zaczyna się robić szarawo

Singiel

Przejazd przez łąkę i dalej

Singile po szczycie

Singiel
I ten singiel naprawdę mnie przestraszył, bo z prawej urwisko ma co najmniej kilkadziesiąt metrów w dół. Natychmiast włączył się mój lęk wysokości i na ten moment jest to dla mnie kawałek nieprzejezdny. A wtedy go przejechałam, czyli wniosek: czego oczy nie widzą, tego mózg nie blokuje.
Po wyjechaniu w końcu na łąki w Jakubowicach skręciłam na Czermną i na ścieżkę rowerową, bo przejechałam dopiero 6 km, więc  głupio z takim osiągiem do domu wracać - 17 brzmi trochę lepiej.

Kategoria Trening, W pojedynkę


  • DST 34.78km
  • Czas 02:30
  • VAVG 13.91km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Kalorie 883kcal
  • Podjazdy 455m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Do Pekla

Niedziela, 9 marca 2014 · dodano: 09.03.2014 | Komentarze 3



Start pod domem
Start pod domem © cerber27
Drobny przystanek
Drobny przystanek © cerber27
Droga pod Parkową Górą
Droga pod Parkową Górą © cerber27
Dojeżdżamy od Plebanii w Czermnej i Bodzio przypomina sobie, że nie ma dokumentów
Dojeżdżamy od Plebanii w Czermnej i Bodzio przypomina sobie, że nie ma dokumentów © cerber27
Bodzio wraca do domu, a my dalej - na małą Czermną
Bodzio wraca do domu, a my dalej - na małą Czermną © cerber27
Czekamy na Górce
Czekamy na Górce © cerber27
Przekaźnik z innej perspektywy
Przekaźnik z innej perspektywy © cerber27
No i po chwili dojeżdża Bogdan
No i po chwili dojeżdża Bogdan © cerber27
Pierwsza hopka w Beloves
Pierwsza hopka w Beloves © cerber27
Kolejna hopka
Kolejna hopka © cerber27
Podjaździk terenowy
Podjaździk terenowy © cerber27
Trasa za oczyszczalnią
Trasa za oczyszczalnią © cerber27
Pomysłowy mostek - przed samym peklem jest jeszcze jeden
Pomysłowy mostek - przed samym peklem jest jeszcze jeden © cerber27
I w końcu Cel przejażdżki - ale niestety jeszcze zawreno
I w końcu Cel przejażdżki - ale niestety jeszcze zawreno © cerber27
Lans musi być
Lans musi być © cerber27


  • DST 33.76km
  • Teren 20.00km
  • Czas 05:23
  • VAVG 6.27km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • HRmax 180 (100%)
  • HRavg 138 ( 76%)
  • Kalorie 3021kcal
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Trutnov - Rychorska Bouda, czyli BSowy najazd na Czechy

Sobota, 8 marca 2014 · dodano: 09.03.2014 | Komentarze 4

10-osobowa grupa to jest moc i prawdę mówiąc to  mnie najbardziej za każdym razem urzeka: ktoś rzuca hasło, wrzuca linka w sieć i rachu, ciachu kto może ten jest na miejscu. Coś pięknego. Tym razem wycieczka pomysłu Tomka i Janka rozpoczęła się w Trutnovie, choć nie dla wszystkich. Żeby sięz nami spotkać Lea rozpoczęła trasę bladym świtem, a Bogdan wczesnym rankiem i oczywiście jeszcze na nas czekali.

Posiłek przed startem
Po przejechaniu ok. 4 km przez miasto "wkroczyliśmy" w teren.
Pierwszy podjazd zaliczony
Pierwszy podjazd zaliczony  - Janek doszedł do wniosku, że mu za gorąco.
Janek
Emi i Feniks przyglądają się z uśmiechem, jak Tomek łapie wodę zamiast mostek.......
Emi i Tomek
A Zbyszek wskazuje mi kolejną górkę, na którą będziemy za chwilę wjeżdżać. Jeszcze jest ok.
Zibi w blokach startowych
Ryjek też usypia moją czujność.
Piotrek zwany Ryjkiem
Ania z Zielonego Wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza
No to ruszamy dalej - wszyscy już są.
Wszyscy są
I jak ruszyli to tylko takie widoki mi zostały - czyli standardowo.
Podjazd stromy
Jednak okazało się, że Tomek Tripsurfer85 zaczekał na mnie i razem mogliśmy zobaczyć takie coś:
Wodociągowe c.d
I takie coś... nie zdziwiłabym się, gdyby to były ujęcia wody dla Trutnova, bo woda w środku mocno szumiała.
Wodociągowe
A potem znaleźlismy dowód na to, że zima jednak jeszcze jest.
Tomek na lodzie
W końcu dotarliśmy do reszty ekipy w Rychorskiej boudzie, gdzie impreza już trwała w najlepsze. 
Super rower
Super rower.
Piwko musi być
No ale komu w drogę temu płozy na koła i w dół.
Przygotowanie do zjazdu po śniegu
Ale po drodze i takie przypadki się zdarzają. Całe szczęście, że Ryjek jest pod ręką.
Jak zawsze pomocny Ryjek
Bike też może chwilę odpocząć - w końcu ma nóżkę :)
Feniksowy bike z nóżką
I tak po szczęśliwym zjeździe na dół kolejny "podjaździk" przed nami. Wymiękłam na całego.
Czekający nas podjazd
Na terenach militarnych największą frajdę miał chyba Janek.
Bunkry c.d
W tym akurat miejscu zaczęliśmy się żegnać z Emi i Bogdanem. Zwłaszcza Ryjkowi było smutno.
Rozstanie z Cerberem i Leą
A pozostała ekipa po konkretnym obiedzie ruszyła jeszcze na polowanie. Celem były lamparty.
Powiało grozą
Powiało grozą - skąd ich tyle? A schron tylko w windzie, co wykorzystał Ryjek, zostawiając nas na pastwę dzikiego zwierza.
Co nam tam jakieś lamparty?
W uzupełnieniu tej relacji zgłaszam chęć podkradnięcia Feniksowi zdjęcia swojego cielęcego zjazdu z górki zakończonego niemal artystycznym spadkiem z siodła w okolicach bunkrów, bo pamiątki po zjazdówkach mogą się schować przy obecnym siniaku z obrzękiem. Już dawno się tak sama z siebie nie śmiałam.
Po tym wypadzie przyszło mi do głowy, że chyba zacznę tworzyć subiektywny ranking wypadów BS. Ciekawe, kiedy pod względem bólu brzucha i twarzy ze śmiechu ten wyjazd zostałby pokonany?

Dzięki wam wszystkim i do zobaczenia już niedługo.

Kategoria Bikestats, Karkonosze


  • DST 24.68km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 8.71km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Kalorie 1588kcal
  • Podjazdy 682m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góra Parkowa-Błedne Skały-Miechy

Niedziela, 2 marca 2014 · dodano: 02.03.2014 | Komentarze 1

Najpierw pojechaliśmy sprawdzająco na Górę Parkową, żeby ocenić trasę wyścigu, którą chłopaki przygotowują. Jedna pętla to 2700 m i w pionie  na tej odległości 100-110 m przewyższeń. Niby nic, a jednak. Wysokość Góry to 494 mnpm i można na nią spojrzeć lekceważąco, ale jak się już na nią wjedzie, to się okazuje, że kryje w sobie sporo atrakcji: ostre zjazdy, strome podjazdy, wypłaszczenia, kostkę brukową, zakręty pod nienormalnym kątem do wzięcia, korzenie które trudno przejechać, schody i ludzi zdziwionych rowerzystami w tym miejscu. Myślę, że w tygodniu przejadę sobie tą trasę z aparatem. Analizowanie tej trasy i omawianie innych wariantów (niektóre od razu wybijałam Bogdanowi z głowy, ze względu na bezpieczeństwo uczestników) zajęło nam w sumie ok. 40 minut, ale zabawy mnóstwo. Lycanek w takim terenie też był przeszczęśliwy, zwłaszcza że był "najedzony" tzn.: napompowany.

No ale czas ruszyć dalej, a że dzionek przepiękny i godzina odpowiednia  to można gdzieś dalej w teren. Bodzio wspomniał o Miechach, a ja pamiętam, że mi się tam podobało. Tylko najpierw trzeba było dostarczyć szanowne cztery litery do Bukowiny, więc do szczęścia (czyli jazdy w terenie) brakowało jakieś 6 km. Ufff! Myślę, że dobrze nie było, ale najgorzej też nie bo do hotelu Saint George nie zsiadłam z roweru ani razu, a potem podjazd pod samą Bukowinę -  przeprowadziłam jakieś 200 m, reszta przejechana. Na początek nieźle.

Droga Aleksandra to czysta radość, do tego stopnia, że bez większego trudu Bogdan namówił mnie na parking pod Błędnymi Skałami, po to żeby potem czerwonym zjechać i zrobić małą pętelkę. Ostatnio na tym odcinku w większości sprowadziłam rower, tym razem poszło o niebo lepiej, choć oczywiście trenejro zadowolony z przejazdu mego nie był :)!. Ale ja byłam, bo widzę postęp w technice (co oczywiście jest zasługą tego niezadowolonego trenejro hihi).

No i na koniec w nagrodę prawie 5 km zjazdu do Jerzykowic i do domu. Piękna niedziela na zachętę do dalszej jazdy.