Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

Wzgórza Lewińskie

Dystans całkowity:628.45 km (w terenie 288.00 km; 45.83%)
Czas w ruchu:47:39
Średnia prędkość:13.19 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Suma podjazdów:13257 m
Maks. tętno maksymalne:172 (95 %)
Maks. tętno średnie:139 (77 %)
Suma kalorii:2647 kcal
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:36.97 km i 2h 48m
Więcej statystyk
  • DST 42.90km
  • Teren 27.00km
  • Czas 03:11
  • VAVG 13.48km/h
  • VMAX 60.00km/h
  • Podjazdy 1027m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Królewski dzień

Środa, 17 sierpnia 2016 · dodano: 09.10.2016 | Komentarze 0

To chyba szczytowa forma. Cztery swoje rekordy pobiłam, a przy okazji trzy zjazdowe KOM-y wśród dziewczyn zrobiłam. 
1. Czerwonym na Grodziec podjechałam w 46:09. To jest trudny podjazd - średnie nachylenie terenu to 7%. Jestem zadowolona, bo pierwszy raz tędy trwał ponad godzinę.
2. Zjazd z Grodczyna - 1:47. Tutaj jestem 6 z 39 facetów i pierwsza wśród dziewczyn. Tyle, że ze Strawą zjechało tędy raptem dwie laski, więc trochę słabo. No ale tędy  w ogóle mało która dziewczyna się zapuszcza. Nachylenie terenu na odcinku 500 m to 20%, więc zjazd wypasiony, choć krótki.
3.Zjazd zielonym szlakiem z Orlicy - 3:59, czyli 1,2km o nachyleniu -12%. No i tutaj zjechało jeszcze 6 dziewczyn, więc KOM namacalny.
4. Zjazd od Jelenia do Zimnych Wód - nie jest to najbardziej popularny szlak na świecie, więc  nietrudno na nim coś wywalczyć. Niemniej jednak ogółem jestem druga, więc spoko.
wię

  • DST 50.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:57
  • VAVG 12.66km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Podjazdy 1176m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czerwonym z Orlicy

Sobota, 21 maja 2016 · dodano: 25.05.2016 | Komentarze 0


Nie jet źle. 
Segment na Grodczyn jest długi, podjazd trudny - średnie nachylenie terenu to 7%, ma 2 kategrię i na odległości 5 km wychodzi 340 m w pionie. Więc naprawdę mocno. Cieszę się, że zajęło mi to TYLKO 55 minut i na 10 osób jestem 6. KOM się liczy dla mnie samej. Dopóki jakaś kobitka tamtędy nie przejedzie ze Stravą będę się nim cieszyć. No i następnym razem będę miała porównanie.

Grodczyn - odruchowo rozejrzałam się za okuarami - hahaha.

Zjazd z Grodźca już nie jest taki straszny. Właściwie poza duuuużą stromizną (ok. 20% nachylenia terenu) ścieżka jest czysta, gładka i nieskomplikowana. A jednak do dziś pamiętam swoje trzęsące się kolana po pierwszym zjeździe z niego. Dojazd do Zieleńca i Kamienia Rubartscha, potem na Orlicę i stamtąd .......... sens dzisiejszej wycieczki CZERWONY  SZLAK  Z  ORLICY.  Raany, jaki on jest cudny i jak bardzo się cieszę z KOM-a akurat tutaj. Zwłaszcza, że  wśród 30 osób ogółem jestem szósta. Ekstra.

  • DST 36.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:07
  • VAVG 11.55km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Podjazdy 852m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Taszów - Brzozowie

Poniedziałek, 11 kwietnia 2016 · dodano: 14.04.2016 | Komentarze 0


Powiedzmy, że standardowa trasa na początek sezonu.

Podjazd pod Taszów nie wydawał mi się dziś taki sakramencki, jak zazwyczaj. Nawet wyszedł mi KOM - oczywiście do czasu, gdy nie przejadą tamtędy inne bikerki. Nowości - dla mnie - też się znalazły, gdy uprosiłam Bogdana, żeby mi pokazał pętlę brzozowską, zrobioną przez chłopaków z PRO-ALA. Pchając rower do góry trochę pożałowałam chęci poznania nowości, ale już w dół było spoko. Pierwszy raz,więc zwiadowczo i powoli. 

Cieszy mnie też, że robiąc na jednym wypadzie 850 w pionie zmęczyłam się, ale nie umarłam - jak to było w zeszłym roku o tej porze.


  • DST 44.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:30
  • VAVG 12.57km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Temperatura 35.0°C
  • Podjazdy 800m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pstrągi i łatki, czyli wyprawa detektywistyczno-kulinarna

Sobota, 8 sierpnia 2015 · dodano: 09.08.2015 | Komentarze 2

Muszę znowu pooszczędzać kolano, więc dojazd do Zieleńca zafundowałam sobie cyklobusem. Bogdan wybrał dojazd rowerowy, tak jak i Ania z Tomkiem. Stąd każde z nas będzie miało zupełnie inny dystans i przewyższenia z tej samej wycieczki.

A w oczekiwaniu na resztę ekipy:


Miejsce zbiórki.


W końcu docierają:


Ruszamy razem na pierwszą posiadówkę tego dnia - Orlicę.

Dokonaliśmy wpisu w księgę pamiątkową, wznieśliśmy toast za spotkanie, ze śmiechem odmówiliśmy Czeszce sprzedaży piwa (z powodu jego braku) i ruszyliśmy w kierunku czerwonego zjazdu do Oleśnic. Na bicie rekordów prędkości w  zjeździe dziś się nie nastawialiśmy, ważniejsze były wrażenia Ani i Tomka ze zjazdu.





Zaliczamy Ostrużnik i uwieczniamy to zdarzenie .......

.....choć  nie wszyscy tego chcą. Hihihi

Więc fota z tajniaka:

Docieramy do łąki nad Oleśnicą, która baaardzo przypomina Machowskie Konciny. I tak samo świetnie się po niej leci.

Ania za szybko zjechała za Bogdanem, więc na fotkę "w locie" nie zdążyła się załapać. Za to my z Tomkiem owszem.

Wysuszone przez temperaturę gardła pragnęły pi.....cia, więc w Oleśnicy odbyły się poszukiwania wodopoju - niestety bezskuteczne. W związku z tym, pocisnęliśmy do Lewina, zaliczając po drodze ciekawostki:
Obrazarnia - tak się to nazywa. Jak ktoś ma fantazję, pustą ścianę w domu i kasę, to  może się zaopatrzyć w jakiś widoczek.

Kawałeczek maratonu Sudety MTB challenge, ostatnio przez nas odkryty i bardzo ciekawy, jako nieasfaltowy dojazd do Lewina.

W końcu wodopój się znalazł i na rynku w Lewinie zrobiło się całkiem przyjemnie. Nasiadóweczka numer dwa.

Powrót na żółty szlak do Jawornicy, w kierunku Zielonego Ludowego, imienia zgubionej Ani i po podjeździe.....
Nasiadóweczka numer trzy:

No i zaczął się podjazd oraz początek przymusowej nasiadóweczki numer cztery, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy.

A początek zaczął się od ....... ssssssyk, czyli znajomy już od dłuższego czasu dźwięk zwiastujący pompowanko. To był też początek dochodzenia detektywistycznego, co jest nie tak z tylnym kołem w Nervie.
Na szczycie Ludowej już nie dało rady jechać, więc stop. No, w takim miejscu to ja jeszcze nie robiłam nasiadówki, więc? Więc zostaliśmy ciekawostką na krajowej ósemce. A panowie zmienili się w detektywów i zaczęli poszukiwania przyczyny zbyt częstych ostatnio kapci.

Po założeniu dwóch łatek na dętkę i trzeciej na przeciętą oponę w końcu winowajca się znalazł: zagięta taśma na obręczy koła - to ona cięła każdą gumę, jak popadnie. Opona to już inna sprawa.

No i gdy już posiedzieliśmy, popracowaliśmy (hihi - niektórzy), czas w drogę. I najlepsze jest to, że po przejechaniu kilku kilometrów wszyscy zrobili się na tyle głodni, że pstrągi w Herbergerówce nie mogły zostać przez nas pominięte. Więc? Więc przystanek numer pięć.

I tu zdjęcia mi się skończyły - może pożyczę od Ani i Tomka, jak już je zamieszczą. :)

Mniej więcej zaczęliśmy wracać na szlak, pokazywany przez tracka ryjkowego i ze Słoszowa obraliśmy terenowy kierunek na Sekstans.


Tutaj nasze drogi znów się rozjechały i my z Bogdanem pomknęliśmy w stronę domu przez Karłów - ja do końca asfaltem, Bogdan jeszcze przez czerwony szlak z Lelkowej.

Udana i wesoła była to wyprawa i cieszę się niesamowicie z tego spotkania. W sumie dobrze, że było więcej pitstopów, bo jadą ciągiem nie wiem, czy moje kolana by wytrzymały. Ale teraz będzie chwilowa przerwa od jeżdżenia. Nie w smak mi to, ale trudno.





  • DST 29.70km
  • Teren 18.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 14.37km/h
  • Podjazdy 530m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Taszów Brzozowie

Piątek, 24 lipca 2015 · dodano: 29.07.2015 | Komentarze 2

Tak mi się chciało i nie chciało wyjeżdżać. Tym bardziej, że wieczorem mieli do nas zawitać kuracjuszka z wczasowiczem, bo w końcu Kudowa to miasto uzdrowiskowo-turystyczne. :) A klimat tu działa cuda. Hihi.

Natury jednak nie przeskoczysz i jak jesteś babą, to masz czasami przerąbane. Już w połowie drogi zaczęłam marudzić, że mi się nie chce, że nie mogę podjechać i wszystko mnie boli. Tak więc po terenowym dojeździe do Lewina i asfaltowym podjeździe do Taszowa, skierowaliśmy się w kierunku Brzozowia - żółtym szlakiem, a potem znowu asfaltem.

Taki kompromis między chce mi się i nie chce.




  • DST 71.60km
  • Teren 20.00km
  • Czas 04:40
  • VAVG 15.34km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 1155m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Pasterka-Grodziec-Cihalka

Niedziela, 19 lipca 2015 · dodano: 23.07.2015 | Komentarze 0

No, wreszcie konkretniejszy dystans tego roku.
Potowarzyszyliśmy w tej wycieczce Ani i Zibiemu, którzy robili kilkudniowy objazd Kotliny.
I choć asfaltu było wiele tym razem, to dla terenu też się miejsce znalazło.











  • DST 35.60km
  • Teren 17.00km
  • Czas 02:34
  • VAVG 13.87km/h
  • VMAX 45.40km/h
  • Podjazdy 877m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Taszów - Ceska Cermna

Piątek, 10 lipca 2015 · dodano: 14.07.2015 | Komentarze 0

Gonienie króliczka. Tym razem króliczkiem byłam początkowo ja. Bogdan dwa razy wracał do domu, raz po inne buty, raz po inny rower. Ja parłam do przodu. Dogonił mnie w Taszowie i role się zmieniły - teraz króliczkiem był on. Po Borowej kierunek: Pogórze Orlickie i niebieską rynną zjazd w kierunku Pekla. Ale tam nie na Peklo tylko w kierunku Brzozowia skręciliśmy. Potem asfaltem do domu.









  • DST 28.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 02:06
  • VAVG 13.33km/h
  • Podjazdy 580m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uparta jestem czyli Grodziec numer 3

Piątek, 26 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 0

Trylogii pt.: "Grodziec" ciąg dalszy.
Najszybciej, jak to tylko było możliwe, czyli następnego dnia koło 12.30 wystartowałam w kierunku "ulubionego" ostatnio celu, czyli przekaźnika na Grodźcu. Tym razem najszybciej oznaczało asfaltowo do Kulina i ścianką do Przełęczy Lewińskiej.  Ale się zdziwiłam, że ją podjechałam - motywacja to podstawa. Dotarłam szybko, ale na przekaźniku spędziłam jakieś 1,5 godziny. I niestety okazało się, że szczęście w najważniejszym momencie mnie opuściło - po patrzałkach nawet śladu nie było. Usłyszałam po drugiej strony piły motorowe i zjechałam w tamtym kierunku, coby popytać, czy może panowie byli, widzieli?

Niestety. Kiepsko - jestem jakieś dwie i pół stówki w plecy.

A w amoku znowu skręciłam gdzieś, gdzie pewnie nie powinnam i wylądowałam na jakiejś dziwnej drodze ze śladami ciężkiego sprzętu leśnego. Ostatecznie wyjechałam na ściance, choć nie to planowałam, ale zniechęcona już własnym totalnym gapiostwem zjechałam asfaltem do domu. A właściwie prosto do optyka, zapytać jak szybko można "wyrobić" nowe.

Pozytyw w tym wszystkim jednak jest taki, że zaliczyłam chyba wszystkie możliwe drogi na Grodziec i z powrotem.



  • DST 25.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 10.95km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Podjazdy 560m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pan Hilary - czyli Grodziec numer 2

Czwartek, 25 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 0

Atrakcje z Ryjkiem zakończyły się jeszcze jedną, o której nie pisałam w poprzednim wpisie: zgubiłam na Grodźcu okulary. Właściwie analizując zdjęcia Ryjka domyśliłam się gdzie je mogłam zostawić, więc postanowiłam po nie wrócić. Wiadomo nie od dziś, że w towarzystwie szuka się efektywniej, więc wytargałam Wojtka na poszukiwania.

Zaznaczam, że od zguby minęły 4 dni  !!!!

Na Grodziec wyruszyliśmy przez Dańczów - czerwonym szlakiem, a tak dla uatrakcyjnienia dojazdu. Trudno było oczekiwać, że po kilkudniowych opadach będzie sucho i oczywiście nie zawiedliśmy się. :)


Motywacja była silna, więc i podjazdom dałam radę. Przez prace leśne  błotne spa dla bikera i bika gwarantowane - jak ktoś lubi, to polecam. Na szczycie porzuciłam rower i rzuciłam się w krzaki. Wojtek dzielnie mi sekundował. W krzakach niestety nic. Więc na polankę.
I .........

SĄ !!!!!! Po czterech dniach i wizycie quadów - przeżyły i czekają na mnie!!!!

No więc zdjęłam normalne patrzałki i założyłam odnalezione rogelli, a tamte schowałam do plecaka.
Zadowolona jak nigdy orzekłam, że nie ma to jak fuks i pełna szczęśliwości zarządziłam powrót czerwonym szlakiem w kierunku Homola. W końcu nie po to się tu drapałam, żeby potem lajtem zjeżdżać.

Zjechałam bez problemu, choć przyczepność była słaba, tak ubłocone były koła. Na dole skierowaliśmy się w prawo, na Leśną. Pierwszy raz jechałam tą drogą i tej akurat nie polecam, bo wygląda obecnie tak:


Za to widoki na Leśnej wiele wynagradzają:

No i zakończenie byłoby przeszczęśliwe, gdyby nie fakt, że w domu okazało się, że jednak tylko mi się wydawało, że okulary korekcyjne chowam do plecaka. Klops i większa strata, niż rogelli. Za późno, żeby tam wracać, więc pozostaje mieć nadzieję, że na drugi dzień jeszcze tam będą, skoro te były po czterech dniach. Nie ma innej opcji, tylko jak najszybciej - niezależnie od pogody - jechać na Grodziec po raz trzeci.






  • DST 30.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:22
  • VAVG 12.68km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Podjazdy 760m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Atrakcje w Górach Stołowych - z Ryjkiem

Niedziela, 21 czerwca 2015 · dodano: 21.06.2015 | Komentarze 3

No i się zadziało.
Atrakcje postanowiliśmy zafundować sobie nawzajem. Najpierw Ryjek miał totalną niespodziankę dla mnie: zamówił pogodę, jak marzenie, idealną na naszą dzisiejszą wyprawę. Już od dawna o takiej marzyłam, więc ze szczęścia niemal rzuciłam mu się na szyję przy spotkaniu w Lewinie. Powstrzymał mnie przed tym tylko widok jego wzruszenia na mój widok. Biedak popłakał się tak, że zmoczył sobie wszystko, nawet kask (zaprzeczył tym prawom  fizyki).
Żebym i ja mogła doświadczyć tych wzruszeń, urządził nam zabawę w chowanego z deszczem. Najpierw chowaliśmy się na przystanku autobusowym. Potem pomknęliśmy kolejną atrakcją, której jeszcze nie znałam, czyli zielonym szlakiem na Leśną.

No ale co tam asfalt dla hardcorowców - ciśniemy na czerwony terenowy, gdzie jest sucho, płasko i lajtowo.



Dotarliśmy do Przełęczy Lewińskiej i tu ja zafundowałam atrakcję Ryjkowi. Co będziemy się opierdzielać? Na Grodziec marsz!!!!
W zabawie w chowanego na razie 1:0 dla nas, ale mroczne klimaty rodem z horrorów zagwarantowałam koledze.

A ponieważ sam nic nie widział, chciał znowu sprawić bym wczuła się w jego sytuację i postanowił wybić mi oczy:

Dobrze, że zwiałam. Dogonił mnie dopiero na Grodźcu - hihihi.


Na dół chciał sfrunąć - powiedziałam, że ok. ale dopiero gdy zatańczy breakdanca - no to próbował.

Po kolejnych próbach zlitowałam się nad kolegą i pozwoliłam na objazd z powrotem do Przełęczy. Ale to był chytry plan, bo pozornie bezproblemowa dwutorowa ścieżka kryła w sobie różne atrakcje, po których nasze rowery już nie wyglądały tak pięknie, jak na początku wycieczki. My zresztą też nie.
Zabawę w chowanego trzeba było przyspieszyć, bo niebo zaczęło zdradzać chęć wygranej. Więc pędem w dół do Dańczowa i Darnkowa, żeby szybciutko schronić się w lesie - na zielonym szlaku. Ryjosław zdradzał objawy nerwowe, więc "puściłam" go przodem, żeby zajął nam miejsce w budce na IMCE. Ja zachowałam kamienny spokój i tempem spacerowym wtoczyłam się na szczyt.
I tu odnieśliśmy kolejne zwycięstwo - ZDĄŻYLIŚMY PRZED DESZCZEM. Huraaaa - wygraliśmy. !! :)

No i deszcz się wkurzył, że przegrał i jaaak zaaacząąąłłłł napierdzielać, to postanowił nie kończyć. Jak go ugłaskać? Zafundować sobie kolejną atrakcję pt.: catering na IMKĘ. Zamawiasz i masz.


Choć właściwie mieliśmy się trzymać wersji, że wieźliśmy te atrakcje w plecaku. :)
Impreza się tak rozkręciła, że.....

taaa - spalmy tę budę.
Dymne znaki podziałały i w końcu niebo się poddało - pokazało łaskawsze oblicze i pozwoliło się ogrzać w swoich promieniach.


Pierwszy dzień lata przywitany z przytupem. Oj, ubawiłam się że hej. Wróciłam do domu brudna, z brudnym rowerem i bombowymi wspomnieniami na przyszłość. Dzięki Ryjku za te atrakcje.