Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

KOUTY

Dystans całkowity:62.10 km (w terenie 62.10 km; 100.00%)
Czas w ruchu:03:52
Średnia prędkość:16.06 km/h
Maksymalna prędkość:45.00 km/h
Suma podjazdów:209 m
Liczba aktywności:2
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 56m
Więcej statystyk
  • DST 27.10km
  • Teren 27.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 14.52km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 109m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

KOUTY

Niedziela, 26 czerwca 2016 · dodano: 18.07.2016 | Komentarze 0

Kouty to Kouty!
Jazda do góry wyciągiem, a w dół piecem:):) O ile ktoś potrafi tam cisnąć bez hamulców. No znam takich !!!
Tym razem nie wszystkie trasy były dostępne, bo odbywały się tam zawody - przynajmniej można było pooglądać chłopaków w akcji.
Właściwie po każdym zjeździe musiałam dopompowywać tłumik, bo powietrze schodziło z niego masakrycznie.
Ale i tak był fun. Szkoda tylko, że to dość daleko.


Kategoria KOUTY


  • DST 35.00km
  • Teren 35.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 17.50km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 100m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

KOUTY

Czwartek, 4 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 2

Zajawka terenem i zjazdami na razie w ogóle nie chce mi minąć i o ile uwielbiam różne wyjazdy rowerowe, to takie, jak ten  zaliczyłam po raz pierwszy w życiu. I SPODOBAŁO MI SIĘ TO WYJĄTKOWO!!!!
Na ten wyjazd umówiliśmy się jeszcze ze Świdniczanami, choć Emi "wolała" się "poopierdzielać" na dole i zachować na inną okazję pokazanie nam kto tu rządzi :)


Wszystko na nim było nowe i nieznane, a walka z lękami trwała nieustannie. Począwszy od wyciągu. Do tej pory na sam widok wyciągu robiło mi się słabo i nogi mi się trzęsły już od samego patrzenia. A wsiąść na niego? Niewykonalne. A jednak.

Na chłopakach wyciąg nie robił jakoś specjalnego wrażenia. Hmm, mówcie mi cykor.




Kolejny zonk to nasze rowery i stroje - po przyjeździe mało brakowało, że w ogóle bym nie wystartowała, jak zobaczyłam ekipy endurowców szykujących swoje stroje i maszyny. Naprawdę na głos się zastanawiałam: co ja tu robię? Oni wkładają całą zbroję, konkretne kaski i ochraniacze, a my? Canyonki i latawki oraz "orzeszki" na głowę. :) Przynajmniej Kuba wpasował się w obowiązujący tam kanion endurowca i dobrze wyglądał.


Całe szczęście, że to obsługa zawiesza i ściąga rowery, bo ja miałam na początku problem, żeby w ogóle na tym usiąść i zamknąć blokadę, a co dopiero jeszcze walczyć z rowerem? Napracowali się Panowie, bo zjazdowców było nawet nawet. Zdaje się, że to w ogóle był pierwszy dzień sezonu w Koutach. Wyciąg idzie co pół godziny i jak się w miarę szybko zjedzie, to można się załapać dwa razy na jeden przejazd wyciągu. Nawet mi się tak udało ze dwa razy. Trasy z góry wyglądają pięknie i przerażająco - dopiero po kilku zjazdach i wjazdach poznawałam odcinki, którymi jechaliśmy lub nie - nawet kawałek czarnej trasy ruszyliśmy. A wszystkie pozostałe przejechaliśmy.
Ja zjechałam w sumie 7 razy - Kuba chyba 8, a Bogdan 9. W Rychlebach byłoby to niewykonalne, ale tam trzeba się drapać na górę o własnych siłach - bez wspomagania. O ile dobrze zapamiętałam, to ja zjechałam 3 razy "niedźwiedzicą", 3 razy "Hrebenovką" i 1 raz niebieską "stopą", ale gdzieś to się też mieszało i krzyżowało. Wrażenia są nieziemskie: takiego flow nigdy w życiu nie przeżyłam.

Niedźwiedzica jest trudniejsza, niż Hrebenovka, nie mówiąc o niebieskiej trasie. Choć największe flow, ja przynajmniej, właśnie na Hrebenovce odczułam. Tam jechało mi się najpłynniej i w zasadzie najłatwiej. Niedźwiedzica jest trudniejsza technicznie i nogi bolą, gdy się jest już w połowie odcinka. Na moje obecne umiejętności najlepsza jest czerwona Hrebenovka. Pojeździmy, zobaczymy znów.
Tutaj końcówka czerwonego - z góry nawet nie wygląda tak stromo, ale z dołu to już inna sprawa. Jak widać można to pokonać na kilka sposobów

To jest kawałek czarnej trasy - długo jeszcze będę się uczyć, żeby zjechać tak, jak widziałam innych. Ale dałam radę. O chłopakach nie wspomnę - im poszło pięknie.

Po czwartym zjeździe chłopaki słyszeli mnie już z daleka. Tarcze mocno przypaliłam od hamowania - nie potrafiłam zjechać na 100% szybkości, choć Strava pokazała mi jakieś głupoty pod tytułem: 60 km/h. To akurat nie było możliwe, bardziej wierzę samej sobie i wiem, że mogłam się zbliżyć do 50, ale nie więcej. Fakt, że gdy tylko puszczałam klamki, to Canyon dostawał szału i rwał, jakby go stado hartów goniło. Zapanować nad nim? Było wesoło, ale gleby żadnej nie zaliczyłam, co niemal graniczyło z cudem.

Za siódmym razem zmęczyłam się i postanowiłam zjechać na dół i dołączyć do Emi, ale postanowiłam przejechać niebieską trasę w całości, żeby już zobaczyć 99% tras. Okazał się taki:


Zmienił się potem w leśny podjazd - tak długi, że już myślałam, że znowu coś pomyliłam i się zgubiłam. Ale nie - dotarłam w końcu do znajomego już skrzyżowania tras i dalej poszło gładko. Gdyby ten odcinek szlaku był w innym miejscu, spodobałby mi się na 100%, ale ponieważ to KOUTY i po coś innego się tu przyjeżdża, więc doszłam do wniosku, że szału nie ma i następnym razem raczej go będę omijać.


Chciałam mierzyć swój czas przejazdu (w dół oczywiście), ale towarzyszyły mi takie emocje i tak adrenalina mi się podnosiła, że udało mi się to tylko dwa razy. Tak więc całość przejazdu wyliczyłam tym razem "ręcznie" - nie biorąc pod uwagę wyciągu. O zdjęciach "w dół" nie ma mowy - to nie Rychleby.

To coś zdecydowanie lepszego.!!!!!!
Kategoria KOUTY