Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 12818.77 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.35 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Moje rowery

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Kwiecień, 2015

Dystans całkowity:383.30 km (w terenie 193.50 km; 50.48%)
Czas w ruchu:33:03
Średnia prędkość:11.60 km/h
Maksymalna prędkość:53.70 km/h
Suma podjazdów:8955 m
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:25.55 km i 2h 12m
Więcej statystyk
  • DST 13.50km
  • Czas 00:45
  • VAVG 18.00km/h
  • VMAX 29.00km/h
  • Podjazdy 52m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybko i płasko

Poniedziałek, 27 kwietnia 2015 · dodano: 27.04.2015 | Komentarze 0

Szybko.
Płasko.
Asfaltowo.
Z wiatrem w twarz.
Kategoria W pojedynkę


  • DST 8.00km
  • Teren 7.00km
  • Czas 00:45
  • VAVG 10.67km/h
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

I edycja GP XC MTB Kudowy Zdroju

Niedziela, 26 kwietnia 2015 · dodano: 27.04.2015 | Komentarze 5

To była pierwsza z trzech edycji wyścigu XC mtb po Górze Parkowej. Kolejna ma być w czerwcu i we wrześniu. Wtedy zbiorą jakąś ogólną klasyfikację. W sumie, gdyby nie Wiktor, to pewnie bym sobie odpuściła start. Ale skoro dziecko chce, to wypada też i samemu wystartować. Nie bez kłopotów, gdy Wiktor zgubił klocki hamulcowe i uziemił swój pojazd. Na szczęście dzieciaki jechały najpierw, więc nastąpiła szybka zmiana numerów na rowerach i Canyonek obsłużył oboje zawodników.

Robi się z tego już całkiem fajna impreza, choć uważam, że już pora zainwestować w elektroniczny pomiar czasu, żeby podnieść jej rangę. Wcześniej już pisałam o tym, że chłopcy=organizatorzy napracowali się przy trasie, więc szkoda by było odpuścić ich pracę, dobre chęci i zapał, bo tylko z takimi pozytywnymi wariatami może powstać coś fajnego i wpisującego się na dłużej w kalendarz imprez kolarskich.

A ekipy były mocne: Bardo Kusy, Lincoln Electric Bielawa, Cyklon Kudowa, KKZK Kłodzko i całe mnóstwo pojedynczych zapaleńców.

Jednym z najmłodszych był mój siostrzeniec Mateusz, który po drodze bardzo się martwił tym, że nie jedzie pierwszy......

ale ciocia czekała na mecie i dopingowała razem z innymi....,

..... po czym się okazało, że w kategorii najmłodszych uczestników i pojazdów bez pedałów był pierwszy. HURA!!!!

Przygotowania do startu starszego członka rodziny ....

I ekipa juniorów rusza do boju.

I proszę - moje dziecko na moim rowerze świetnie sobie daje radę w terenie.



Żeby nie było Bogdan też na wyścigu był. Tyle, że tym razem, jako niania do dzieci.

Potem startują następni, w tym kobiety - było nas dwie. To o 100% lepiej, niż w zeszłym roku.
Na starcie jeszcze gadu gadu i pytanie o to ile okrążeń mam zrobić? Uzgodniłam z szefem wyścigu, że dwa. Ach te znajomości :):)

A po zabawie rodzinnej, wystartowała ekipa prawdziwych ścigaczy.

Wśród panów była taka rywalizacja, że i wypadki nie były rzadkością

A dla mnie była cała Parkowa - mogłam ciąć, którędy chciałam hihihi - no ale musiałam robić slalom między taśmami.

Po slalomie do góry wreszcie to, co tygryski lubią najbardziej....

...... i nie najbardziej. Dobrze, że noszenie roweru też mam opanowane. :)

Po schodach, ostry zakręt w prawo między drzewami i w dół dzida. A nie sposób nie zjechać, gdy ekipa znajomych z pracy kibicuje akurat w tym miejscu. Zdziwieni, że to ja. :)


Pamiętać o ugiętych szeroko łokciach !!:)

Tak więc najpierw pudło i medale :)......

..... a potem wywiady, autografy i sława .... :):):)

Prędkości maksymalnej nie znam, bo po drodze zgubiłam garmina. Całe szczęście, że przy koledze, który obstawiał trasę, więc zguba się szybko odnalazła. Deszczyk też uatrakcyjnił wyścig, bo moje bliskie spotkanie z takim właśnie śliskim korzeniem, zakończyło się pokazową glebą, którą wystraszyłam kibiców. Ale rowerzyści górscy to twarda ekipa - podnosi się i jedzie dalej. A siniaki w końcu zejdą.

Świetna impreza i zapraszam wszystkich do następnej edycji.



  • DST 62.50km
  • Teren 34.00km
  • Czas 04:30
  • VAVG 13.89km/h
  • VMAX 45.20km/h
  • Podjazdy 1150m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Stołowe i Orlickie w dziewiątkę

Sobota, 25 kwietnia 2015 · dodano: 01.05.2015 | Komentarze 3

Pierwsza w tym roku wycieczka rowerowa w dużym składzie. Zaplanowana przez Ryjka, u którego w końcu miałam okazję obejrzeć na żywo nowego fulla. Trasa świetna, bo jeżdżenie po swoich własnych okolicach w tak fajnym towarzystwie przynosi dużo satysfakcji. Tym większej, że znowu dzięki przewodnikom dwóm (Ryjek i Cerber) pojechałam nowymi dla mnie mnie ścieżkami. A dzięki pomocy Ryjka "odkryłam" nową funkcję w garminie: % nachylenia terenu. Bardzo mi się ta funkcja spodobała, bo określenie dla podjazdu stromo, bardziej stromo, mniej stromo jakoś mnie frustrowało. Liczby bardziej do mnie przemawiają.  Trasa Ryjkowa, a jak nie Ryjkowa - dzięki ci bardzo za tą ilość terenu, którą nam fundnąłeś. Każdy mógł znaleźć dla siebie takie odcinki, które lubi najbardziej.
A moja trasa wyglądała tak:(pozostali dystanse mieli zdecydowanie dłuższe).
1. Spotkanie z ekipą w Karłowie - parking do Drogi nad Urwiskiem


2. Pasterka - chwilowy przystanek i rura dalej





3. Machov - popas

4. Bor - podjazd, że wooow:
Początek spokojny i lajtowy - przy okazji Greger miał plan popróbować skoczni narciarskich.

I się zaczęło.... Merlin i Cerber mają takiego kopa w nogach, że im oczywiście podjazd nie sprawił takich trudności, że musieliby zejść, a reszty nie zdążyłam zapytać.




5. Zjazd do Bukowiny i Drogą Aleksandra do Czerwonego szlaku









Zimą tędy prowadzi mała trasa narciarska.

6. Kudowa - obiad

7. Brzozowie- czeska Cermna - Borowa



8. Taszów - Kulin -Kudowa

Dzięki wszystkim za ten dzień pełen wrażeń.
https://connect.garmin.com/activity/757545013










  • DST 10.00km
  • Czas 01:00
  • VAVG 10.00km/h
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście

Piątek, 24 kwietnia 2015 · dodano: 26.04.2015 | Komentarze 0

Jazda po mieście rowerem, celem załatwienia różnych spraw, jest czasem efektywniejsza, niż robienie tego samego samochodem. A o ileż przyjemniej - tylko strach rower bez cienia opieki zostawić, dlatego rower też ze mną "wchodził" do sklepu.


  • DST 22.20km
  • Teren 7.00km
  • Czas 01:38
  • VAVG 13.59km/h
  • VMAX 35.30km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 380m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wzgórza Lewińskie, czyli szycie w wydaniu Ani

Środa, 22 kwietnia 2015 · dodano: 22.04.2015 | Komentarze 1

Postanowiłam dzisiaj pojechać w stronę Lewina, planowałam przejazd przez Borową i nawet do pewnego momentu trzymałam się tego planu. Tak więc dotarłam do Lewina przez terenowy Jeleniów wzdłuż krajowej ósemki, na którym grama błota nie było. To nie jest częsty widok i wreszcie wiem, jak wygląda tam dróżka. Nawet pod wiaduktem było suchuteńko. W Lewinie obrałam kierunek na Kocioł i Taszów.

Po ok. 3 km dotarłam do rozdroża, na które prawdę mówiąc w ogóle wcześniej nie zwracałam uwagi. Pewnie dlatego, że zwykle przy końcówce podjazdu miałam tak dość, że już tylko zjazdu wypatrywałam. A tu takie rozdroże mi się objawiło. 

No i diabeł mnie podkusił. Doszłam do wniosku, że nigdy drogą w prawo nie jechałam. Zajrzałam więc do garmina i ..... zaczęłam szyć.
Na drzewie widziałam tylko oznaczenie zielonego szlaku, który bladego pojęcia nie mam dokąd prowadził, ale skoro garmin pokazuje, że jest tu jakaś ścieżka, więc czemu nie? 

Sweetfocia musi być - zawsze chciałam mieć takie nogi, więc w końcu mam - proszę :):)

Rozdroża były co chwila, więc zabawa z garminem też. Odruchowo kierowałam się za każdym razem w lewo, zastanawiając się gdzie właściwie wyjadę. Przejazd przez łąki wzdłuż czyjegoś prywatnego terenu (ogrodzonego i oznakowanego) okazał się bardzo urokliwy i niezbyt męczący. Szlak po drodze się gdzieś zgubił, ale nagle dotarłam do lasu i kolejnego oznaczenia zielonego szlaku. Ufff, czyli się nie zgubiłam.

Grodziec - tam byłam przedwczoraj.

I nagle oczom mym ukazał się ZJAZD!!!!!   WOOOOOW!. Dalej nie wiedziałam, gdzie jestem, no ale jak nie zjechać taką drogą? Spore nachylenie i gdybym miała tą drogę, jako wjazd, to chyba porównałabym ją do podjazdu z Ameriki. Gdyby było mokro, to nie byłoby tak lajtowo, bo przypuszczalnie błoto i roztopy zrobiłyby z tego zjazdu hardcor. Na szczęście było sucho.

Ostatecznie wylądowałam na jakiejś łące i po oględzinach terenu doszłam do wniosku, że jestem z drugiej strony Lewina. No fajnie - nie taki był plan, ale też zrobiło się ciekawie. 

Kolejny kierunek? Oczywiście w lewo. Sądząc po przekaźniku, dotarłam do Jarkowa. Dalej to już pomknęłam do E-8 i asfaltem wróciłam do domu. 

Spodobało mi się takie odkrywanie nowych ścieżek. Pewnie inni (czyt. Cerber) odkryli ją już dawno temu, ale ja jechałam tędy pierwszy raz w życiu - a tak niedaleko od domu. Nie było ciężkich zjazdów, trudnego terenu, czy innego wariactwa. A jakże fajna traska mi się trafiła.

https://connect.garmin.com/activity/753946304





  • DST 28.00km
  • Teren 13.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 12.63km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Podjazdy 630m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Grodziec-Jeleń-Lewin-Kudowa

Poniedziałek, 20 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 2

Dzisiejsza trasa miała być uspokojeniem zmęczonych mięśni po wyrypce z dnia poprzedniego. Bogdan rzucił pomysł na Grodziec. W sumie czemu nie. Ostatnio przecież nie wyszło. Ponieważ nie chciałam kombinować z jakimiś objazdami terenowymi, więc pojechaliśmy najkrótszą drogą do Jeleniowa. Co wcale nie znaczy,że zupełnie tą samą: odcinek od szczytu ul.Słonecznej do rozlewni wód przecięliśmy terenem, płosząc przy tym stadko sarenek. Potem też nie skręciliśmy jak zwykle w drogę szutrową zaraz za skrzyżowaniem, tylko podjechaliśmy wyżej do czerwonego szlaku, gdzie zaczął się podjazd: z 450 na 800.
Nielekko.
Nie za szybko.
Jadąc i idąc.
I oczywiście mówię za siebie, bo Bogdan to wszystko wjechał i nie miał z tym najmniejszego problemu.

Widoczność w tym dniu była wyjątkowa, skoro dojrzeliśmy nawet Karkonosze:


Lans też musi czasem być. :)
Podjazdy to nie jest moja ulubiona czynność rowerowa. Staram się i przełamuję, ale nie mam parcia, żeby podjechać za wszelką cenę każdą hopkę. Bogdanowi sprawia to coraz większą frajdę i widzę, że go cieszy każde zdobycie cięższej hopy, a ja? Ja jadę, ale żeby ze mnie buhał entuzjazm, to bym nie powiedziała.
Grodziec zdobyty. Można zacząć jazdę.

Przed właściwym zjazdem, który był naszym dzisiejszym celem, Bogdan mierzy się jeszcze kilkukrotnie z powalonym pniem i w  końcu wychodzi. Ten odcinek ma jakieś 500 m, ale jest rewelacyjny do pokonywania lęku wysokości, bo stromizna jest na nim nieziemska. Pamiętam do dziś swój pierwszy zjazd tym odcinkiem i adrenalinę, która aż mi uszami wychodziła. Tym razem takiego woooow nie było, ale też nie do końca go zjechałam. Gdzieś w połowie drogi mnie zniosło i zaliczyłam bliskie spotkania z powalonym drzewem. Ale potraktowałam to lajtowo i uparłam się, że wsiądę na rower na takim nachyleniu i zjadę go do końca. Uffff - udało się!!!! Zaczynam łapać o co w tym chodzi i zaliczam wreszcie początki końca strachów w tym temacie.

Homole, a niedługo później Zielone Ludowe i podjazd do Jelenia.



Z Jelenia terenowy zjazd do Zimnych Wód i już asfaltem powrót do Kudowy przez Lewin i E-8.



  • DST 33.00km
  • Teren 23.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 10.42km/h
  • VMAX 43.70km/h
  • Podjazdy 980m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Broumovskie Steny i Hvezda

Niedziela, 19 kwietnia 2015 · dodano: 28.04.2015 | Komentarze 2

Tym razem to Świdnica była gościem Kudowy. Niestety nie mogliśmy pojechać w komplecie w teren, bo Lea dopiero zaczyna się "zrastać" i jeszcze trochę to potrwa. Niemniej jednak, razem z Bogdanem, do Pasterki dzielnie asfaltowymi dziurami dotarli na rowerach, podczas gdy druga dwójka - dzięki uprzejmości Kuby - się podwiozła. Po niewielkiej nasiadówce Bogdan, Kuba i ja oddaliliśmy się w kierunku Broumovskich Sten, a Emi obrała kierunek przeciwny, czyli: Zieleniec.

Machowski Kryz i Bożanowski Spicak można sobie odpuścić w opisie, bo to już brzmi jak ukochana, ale zdarta płyta.



Zdecydowanie ciekawszym i nowszym punktem tych wypraw zaczyna być żółty szlak przed telewizorami. Oj, dzieje się na tym odcinku, dzieje. Nie nabrałam jeszcze odwagi, żeby go zjechać, więc robiłam za fotografa. Ale chłopaki pocisnęli po nim, że aż miło było patrzeć.

Potem oczywiście telewizory - zjechali wszyscy, nie wszyscy zadowoleni ze stylu, w jakim go zrobili. Rozmawialiśmy potem o tym i przyznaję Emi rację, że to ten moment, w którym nie liczy się zjazd w ogóle, tylko styl, w jakim się zjechało.

Dotarcie do Ameriki i pora na odpoczynek oraz kontakt z Emi, która akurat w Zieleńcu podziwiała widoki. Uff, pora zabrać się za podjazd do uskoku. Prowadząc rower przez jakieś 70% podjazdu zastanawiałam się, czy do tej pory pokonywałam coś trudniejszego - nie przypomniałam sobie. Ale postanowiłam powalczyć i choć trochę go wjechać.
A oto efekty tej nierównej walki:

No i uskok - chłopaki koncertowo, a mi dziś nie wyszło - w ostatniej chwili jakoś wymiękłam. Ale nie próbowałam drugi raz, bo inny cel był tego dnia: śpieszno nam było na Hvezdę. I NIE ŻAŁUJĘ !!!!!!






Dotarliśmy do niej i ...... umarłam w butach. Żadne, ale to absolutnie żadne zdjęcie, czy filmik amatorski nie oddadzą tego, co zobaczyłam. Nogi mnie zabolały już od samego stania, a w głowie zaświtała mi myśl: jak stąd ZEJŚĆ z rowerem. Po prostu kompletnie mnie powaliło. Przy tym, to uskok i tv razem wzięte są kaszką z mleczkiem dla przedszkolaków. I myślę, że nie przesadzam.
Czy ktoś z beesowiczów tam był? To proszę o wrażenia, bo moje są nieziemskie.

Najpierw są schody i korzenie. Potem ostry skręt w prawo i decyzja:

- od razu w prawo między drzewami po korzeniach, ale z uskokiem na pół metra i ryzykiem wpadnięcia na następne kamienne schody i wieeeelki głaz?
czy
- minąć drzewa i dopiero za nimi w prawo, ale po kosmicznych, zakrytych zgniłymi liśćmi kamolach, a zaraz po nich belce, kolejnych kamolach, korzeniach i na końcu z głazem wielkości stodoły?

A to wszystko na tak stromym nachyleniu, że stać trudno. !!!!!!

Hmmm, opis też nie oddaje tej masakry.

Kuba z Bogdanem zaczęli analizę wyboru lepszej (łatwiejszej? dającej większe szanse przeżycia zjazdu?) ścieżki i zdecydowali: opcja nr 2. Musiałam się więc tak ustawić z aparatem, żeby im w absolutnie żaden sposób nie zagrozić, a jednocześnie, jak najwięcej ogarnąć. Nawet znalezienie miejsca do fotki nie jest tam takie proste.





Nawet nie odważyłam się zejść z rowerem - Kuba go sprowadził.

Zjazd zaczął Kuba, potem pojechał Bogdan.
Brzmi to jakoś? Nieeee.
Więc jak opisać ten strach, że się zabiją?
I przypływ adrenaliny, gdy wylądowali cało i zdrowo po zjeździe?
I radość, jakbym to ja sama zjechała.

A tak to wyglądało na filmiku:

Dalszy odcinek zielonego szlaku też nie był banalny, ale po hardcorze sprzed chwili, prawie w ogóle tego nie zauważyliśmy.

Potem to już asfaltowy powrót na Pański Krzyż i terenowo do Pasterki, skąd Bogdan pojechał dalej, a my z Kubą zapakowaliśmy się do auta i do domu. Przy okazji doczekałam się pięknej fotki na tle Karkonoszy.


To był jeden z trudniejszych do tej pory moich wyjazdów i koniecznie musimy tam wrócić. EMI ZDROWIEJ SZYBKO - HVEZDA CZEKA NA CIEBIE !!!!!







  • DST 15.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:20
  • VAVG 11.25km/h
  • VMAX 36.00km/h
  • Podjazdy 360m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Objazd trasy wyścigu mtb XC Kudowa

Piątek, 17 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 0

W zasadzie, to niewiele jest tu do napisania poza tym, że trasę panowie przygotowali naprawdę super. Dystans nie będzie długi, bo jedna pętla to ok. 4 km z przewyższeniem ok. 135 m, ale jest bardzo sprytnie pokręcona między drzewami, zjazdy - jak na Parkową - też nie są takie banalne. Zwłaszcza skręt w prawo przy kościółku ewangelickim może zrobić komuś mały problem, jeśli będzie tłok i ktoś zblokuje resztę. Fajnie, że chłopakom chciało się popracować nad zmianą zeszłorocznej trasy - na pewno urozmaici to wyścig, bo miejsca do wyprzedzania będzie bardzo mało. Ci, którzy się będą chcieli ścigać, muszą się wysunąć do przodu praktycznie od razu, bo potem będzie trudno. Ale chyba o to chodziło.

Po zrobieniu dwóch pętli (na pierwszej pomyliłam drogi), pojechaliśmy w kierunku myjni, zaliczając po drodze "górki" i zjazd za szkołą. Och, jak ja to miejsce lubię!!!!! Co rusz coś na nim  ćwiczę - tym razem jazdę bez hamulców. Fajne uczucie.


  • DST 27.50km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 11.00km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Podjazdy 870m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Zjechany uskok

Wtorek, 14 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 7

Tym razem dołączyłam na trzeciego do Wojtka i Bogdana. Żeby ich za bardzo nie opóźniać, umówiliśmy się, że oni pojadą sobie rowerami z Kudowy, a ja dojadę na Pasterkę autem. Bogdan chciał pokazać Wojtkowi telewizory, a wyszło zdecydowanie lepiej.

Do słynnych już telewizorów dodałam wreszcie zaliczony uskok i to za pierwszym podejściem.

Co prawda zaraz za kamerzystą zaliczyłam glebę, co powoli staje się chyba normą, dlatego poszukiwania dobrych ochraniaczy przybierają na sile. Nieważna gleba, ważne że moje drugie w życiu spotkanie z uskokiem zakończyło się sukcesem. Wojtek był na nim pierwszy raz i gdyby nie męska duma, to pewnie by odpuścił zjazd po pierwszej próbie. No, ale skoro baba może, to i chłop się  przeciśnie. Żartuję sobie oczywiście, ale dobra motywacja to lepsze efekty. Szkoda tylko, że zjazd Wojtasa się nie uwiecznił, bo coś się w aparacie nie włączyło. Za to zjazd z tv jest.

A przed uskokiem odwiedziliśmy nasze standardowe miejsca, czyli: Machovski i Panuv Kryz, Bożanowski Spicak i dotarliśmy do .....

początku żółtego szlaku, który też kiedyś przejadę, ale na razie go tylko oglądam i zapoznaję się z rysami na kamieniach, pozostawionymi przez Bogdana.

Oczywiście jadąc od Pasterki nie ma uskoku bez Ameriki i jej cholernego, morderczego podjazdu. W moim przypadku w 90% podejścia, bo pan B. oczywiście dał mu radę i wygląda na to, że pan W. też. Ja to chyba za parę lat. Opowieści o tym podjeździe naprawdę nie są przesadzone - ściana, sztajfa - każde określenie tej masakry tu pasuje. No, ale cóż, żeby dostać ciastko, trzeba na nie najpierw zapracować.

Tym razem nie darowałam sobie zdjęcia w chatce kończącej korzenny niebieski szlak.

Powrót przez Suchy Dul, Slavnov i Panuv Kryz do Pasterki. Zanim spakowałam rower z powrotem do auta zrobiło się już naprawdę ciemno, a panowie posiadali tylko jedno światełko rowerowe. Więc od Karłowa byłam ich oczami i przewodnikiem, bo jadąc przed nimi oświecałam im drogę światłami auta.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeszcze tylko tak a propos: do moich problemów z umieszczaniem mapek na blogu dołączył jeszcze jeden - z wklejaniem zdjęć. Żeby ułożyły się w takiej kolejności, jak chcę, trzeba je wklejać "od tyłu", bo każde wklejane zdjęcie wyskakuje u samej góry, tak jakby nadpisywało każde kolejne. Jest to co najmniej wkurzające i zastanawiam się, czy u innych występują podobne problemy.?!



  • DST 27.00km
  • Teren 26.00km
  • Czas 03:15
  • VAVG 8.31km/h
  • VMAX 32.50km/h
  • Podjazdy 1130m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Ślężańskie enduro

Niedziela, 12 kwietnia 2015 · dodano: 01.05.2015 | Komentarze 0

Drugie w tym roku spotkanie ze Ślężą. Oraz kolejne z Emi i Kubą.
https://connect.garmin.com/activity/753945764

Tym razem ekipa zebrała się większa, a na szczycie Ślęży nawet jeszcze większa - pozdrawiam w tym miejscu kolegów: Hermana, Łukasza i Piotrka. Podobnie, jak poprzednio średnio ogarniam trasę, po której jeździmy. Na wykresie mapy wyszło kilka pętelek, więc tym bardziej ciężko mi to w szczegółach opisać.

W każdym razie:
- dwa razy podjeżdżamy  na Ślężę,
- jeździmy OS-ami enduro,
- zjeżdżamy czerwonym szlakiem ze Ślęży - chyba nie jednym
- ujeżdżamy Radunię, tzn.: Bogdan dosłownie ujeżdża ją pod górę, reszta zjeżdża z uskoków, a ja ich uwieczniam
- Emi łamie palca, o czym dowiaduję się dopiero kilka dni później
- na dystansie 27 km robimy 1200 m w pionie i 99% w terenie, więc to już jest naprawdę spora wyrypka.

I nie będę inna - też dodam filmik z sukcesami Kuby, Bogdana i Emi. Jest się na kim wzorować, więc proszę podpatrywać i podziwiać.

A tu również fotorelacja:
Podjeżdżamy na Ślężę:



Kolega Vasco pokazuje, jak to się robi. Przy okazji robi nam mały wykład na temat ochraniaczy. Przyznaję mu rację i od tej pory poważnie się nad nimi zastanawiam.

I mi też szło pięknie.....

..... do czasu
Gleba nr 1

Gleba nr 2



Widoki też były piękne:


Normalnie mamy takie zdjęcia w dół, a ten wariat podjął próbę ujechania Raduni w górę. I UDANĄ PRÓBĘ!!!! BRAWO!!!!

Początek uskoków z Raduni - dla mnie jeszcze noszenie roweru. Dla reszty jak najbardziej zjeżdżalne.



Powstający w tym miejscu filmik chyba w końcu nie ujrzy światła dziennego, dużo przy nim roboty.


Drugie podejście do Ślęży było dla mnie prawdę mówiąc lepsze, niż pierwsze, bo poza najbardziej stromym odcinkiem, pozostałą część wjechałam. Ale na górze padłam.

Zjazd tym razem na odblokowanych amorach, choć przez pieszych turystów nie był najprostszy na świecie.