Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 18966.27 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.04 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 45.70km
  • Czas 02:14
  • VAVG 20.46km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Podjazdy 450m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Piekło - Oleśnice

Poniedziałek, 4 sierpnia 2014 · dodano: 07.08.2014 | Komentarze 0

Wyjazd z Bodziem, celem sprawdzenia czego domaga się mój rower.. Stukanie w tylnym kole było niepokojące już w trakcie maratonu w Zieleńcu, więc  Bogdan jadąc koło mnie nasłuchiwał, co się dzieje. Diagnoza była jedna: wymiana co najmniej łożysk, a co jeszcze to Krzysiek sprawdzi. Niemniej jednak bardzo dobrze mi się tym razem jechało, noga podawała, jak nigdy wcześniej  mimo, że to był w zasadzie sam asfalt. A po wycieczce - serwis.










  • DST 32.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 15.36km/h
  • VMAX 46.50km/h
  • Podjazdy 590m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

VII Maraton im. Artura Filipiaka - Zieleniec 2014 mini

Niedziela, 3 sierpnia 2014 · dodano: 05.08.2014 | Komentarze 3

W końcu dzień maratonu nastąpił. Nie było innej opcji, niż start, bo ciekawość trasy - a właściwie jej konkretnego odcinka - zwyciężyła. Okazało się, że i Bodzio nie musiał się organizacyjnie udzielać, więc też mógł się trochę pościgać. A jaka była miła niespodzianka przy okazji, gdy się okazało, że jeszcze mamy dodatkowych kibiców w osobach Bogdano i Beatki ? Naprawdę niespodzianka. Dzięki Bogdano (fot.1-4), Tomkowi (fot.5-6) i Bodziowi (fot. 7-9) mam normalnie profesjonalną sesję zdjęciową przed, w trakcie i na mecie maratonu. Ale się obstawiłam, co? Żart oczywiście, ale wszystkim tym osobom serdecznie dziękuję za  prezent. Będzie dla potomnych. :)
Rozjazd na parkingu
No, ale do rzeczy, trasa została w ostatnim momencie zmieniona i najbardziej hardcorowe odcinki znikły. Przejazd przez łąkę za kościółkiem Św. Anny został zamieniony na asfaltowy zjazd do mostku i tam dopiero pod wyciągiem w dół. Pominęli organizatorzy również błotnisty kawałek, bo tam po nawałnicy pękła jakaś rura, wystawały kable i nie wiadaomo, co tam jeszcze, a na pewno płynęła tamtędy rzeka błota. Tym akurat odcinkiem bardzo się nie zmartwiłam, bo mój LYCAN i tak już wołał o pomoc i porządny przegląd stukaniem, pukaniem i zacinaniem się więc nie musiałam go aż tak dobijać. Po maratonie i jeszcze jednej przejażdżce został jednak odstawiony do "gabinetu" Krzyśka. Ale najistotniejsze było to, że zmieniony został też odcinek, w który dwa razy wcześniej usiłowałam trafić i mi się nie udało. Prawdę mówiąc tu się trochę rozczarowałam, bo to była moja motywacja do startu.

Startowało 232 osoby, w tym 39 kobiet - szału żeńskiego raczej nie było. W mojej kategorii wiekowej postanowiło się pomęczyć aż 6 kobitek, a ponieważ o dystansie decydowało się na trasie, więc przyjęłam założenie, że raczej wszystkie będą cisnęły na mini (32 km). Konkurencja spora, więc nie ma się co spinać, bo typem zająca nie jestem. Ale żeby nie było - całkiem bez celu też nie jechałam - ambitnie określiłam swoje możliwości i postanowiłam zmieścić się w 2 - 2,5 godziny. Rozstrzał czasowy konkretny (hihi), żeby nie mieć do siebie potem pretensji.
Na starcie
Ruszyliśmy.
I poszli
I oczywiście - co już chyba stanie się nową świecką tradycją - sporo osób zaczyna mnie mijać, bo najpierw jest zjazd. Wyścig to wyścig, a nie przedszkole, więc pocisnęłam i ja. Po 2 km zaczął się podjazd i teren, ale ja dalej ambitnie cisnęłam, wiedząc, że jak nie tu to gdzie? I co? I kicha kompletna, bo pod koniec górki mało z rumaka nie spadłam i zastanowiłam się poważnie - a po jakiego grzyba mi to wszystko, czy ja tu jadę za karę, żeby się tak męczyć? Zamiast leżeć z nogami do góry i przeczekiwać trudne dni, to ja durna pcham się jeszcze na rower? Pogięło mnie kompletnie. A to był dopiero 5 kilometr. !!!!!!! Całe szczęście, że się w końcu wypłaszczyło i odzyskałam oddech w płucach i parę w nogach, a jak zaczął się zjazd, to i całe zło tego świata zniknęło i przemknęło mi wreszcie pierwsze małe hura-jadę!  Na zjeździe czeka jeszcze lepszy widok - Bogdano i Beatka ustawili się dość wysoko i czekali dzielnie, żeby nam trzasnąć fotkę.
Zjazd szutrem
Wreszcie zaczęłam też kogoś wyprzedzać, a w dalszej części trasy nawet się zatrzymałam, żeby pomóc dziewczynie, która nie mogła sobie poradzić z założeniem łańcucha. A tylu facetów przejechało obok niej i ambicja wzięła w nich górę - fe. Kolejny paparazzi ustawił się na 20 km, razem z obozem pracy KKZK. Dojeżdżając do nich czułam się, jakbym już na metę wjeżdżała, takie owacje mi chłopaki zgotowali: Wojtas kierował ruchem i dawał instrukcje techniczne (zmień przerzutki - pod górę masz!!!)  Sławek i Krzysiek mnie nakarmili i napoili (kubek w rękę, i batoniki w kieszeń), a Tomasz machnął serię zdjęć. Żyć, nie umierać.



W poniższym miejscu do akcji wkroczył już Bodzio, który zdecydował się tym razem na mini, a także kolejni kibice, których na zdjęciu widać za tym panem w żółtym - rodzinka stawiła się w odpowiednim czasie w Zieleńcu, akurat, gdy Bodzio wjeżdżał na metę. Trochę później dotarłam i ja. 

Dojazd na metę
I wreszcie upragniona meta - czas przejazdu: 2:05:36, co nawet się udało uwiecznić.
Meta - hura
Jakież było moje zdziwienie, gdy po jakimś czasie okazało się, że ten czas pozwolił mi na stanięcie na pudle i to na drugim miejscu. Szkoda tylko, że superancka koszulka z maratonu była rozmiaru XXL, bo co prawda jestem spora, ale nie aż taaak. Bodzio był 8 w M3 i mam nadzieję, że opisze swoje wrażenia.
Pudło moje

Na tym wyścigu zachwyciłam się "Jednoosobwym Emerytowanym Klubem Kolarskim "no, bujaj się Baśka"". Kobieta ma 58 lat i była po prostu nieziemska. Na wszystkich zjazdach ją doganiałam, bo po szutrze rower sprowadzała, a po asfalcie ledwo,ledwo jechała i miała cały czas klamkościsk. Ale za to na podjazdach dostawała takiego powera, jakby jej kto dynamit wsadził i odpalił. Porównać ją mogę spokojnie do Bogdano, a jak mnie wyprzedzała na ostatniej górce, to nie dość, że się cały czas uśmiechała, to jeszcze miałam wrażenie, że śpiewała sobie pod nosem. Niesamowita, naprawdę niesamowita.




VI


  • DST 6.50km
  • Teren 6.00km
  • Czas 00:39
  • VAVG 10.00km/h
  • VMAX 38.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jamrozowaa Polana

Piątek, 1 sierpnia 2014 · dodano: 02.08.2014 | Komentarze 0

Dobre miejsce na trening interwałowy. W towarzystwie jeszcze lepszy. Z Ulą krótko, ale treściwie.




  • DST 17.80km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:30
  • VAVG 11.87km/h
  • VMAX 34.10km/h
  • Podjazdy 500m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lelkowa niebieski i Miechy

Środa, 30 lipca 2014 · dodano: 30.07.2014 | Komentarze 1

Szybki wyjazd popołudniowy.
Pstrążna rozjazd - czas: 25 minut. poprawa.
Bukowina - szlaban.
Droga Aleksandra- Lelkowa
Niebieski do IMKI - powrót asfaltem do czerwonego slzaku.
Droga Aleksandra do Lelkowej i zjazd zielonym przez Miechy do domu.





  • DST 23.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 13.53km/h
  • VMAX 44.10km/h
  • Podjazdy 660m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Lisia Przełęcz - Sawanna - IMKA - Kudowa

Wtorek, 29 lipca 2014 · dodano: 30.07.2014 | Komentarze 0

Prosto, choć opłotkami. Razem choć osobno.

Sama tęcza

Tęczka po raz kolejny

Tęcza na Sawannie z Bogdanem

Bogdan na sawannie




Kategoria Góry Stołowe


  • DST 56.50km
  • Teren 8.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 14.12km/h
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lisia Przełęcz - Zieleniec - Kudowa

Niedziela, 27 lipca 2014 · dodano: 30.07.2014 | Komentarze 0

Wyjazd z cyklu asfalt. Towarzystwo: Artur.
Po drodze festyn w Zieleńcu.
Wniosek: na kacu się nie jeździ :)
Zgubienie licznika jest okropne. Zdjęć brak.






  • DST 40.00km
  • Teren 18.00km
  • Czas 04:07
  • VAVG 9.72km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 1100m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Stołowe z Ulą

Sobota, 26 lipca 2014 · dodano: 27.07.2014 | Komentarze 0

Po piątkowej rozgrzewce przyszedł czas na prawdziwą wycieczkę. Tym razem chciałam pokazać Uli trochę więcej terenu i moje ulubione ścieżki, których w Stołowych nie brakuje. Zaczęłyśmy od szlaku na Czermnej, który niedawno pokazał mi Bogdan. Jest to wspaniała alternatywa dla asfaltowego podjazdu do Bukowiny i grzech było nie skorzystać.
W tym miejscu skręca się na ścieżkę z asfaltu, więc gdyby ktoś chciał skorzystać, to musi rozglądać się za spróchniałym lekko mostkiem i praktycznie zawsze otwartym szlabanem. Jadąc od Kudowy - po lewej stronie jezdni.

Dalsza droga była usiana różnymi niespodziankami:
zanikającymi ścieżkami...

przepaściami....

i pitstopami :)



No, ale nie ma lekko - trzeba zapracować na obiad. Na początek zmęczyć trzeba było podjazd pod Bukowinę do szlabanu, ale tu dzielnie dałyśmy radę ....

.... prowadząc pojazdy i korzystając z kąpieli słonecznych przed wjazdem do lasu, gdzie słoneczko tak bardzo już nie dawało popalić.
W końcu nastąpiły okoliczności przyrody, sprzyjające uszczknięciu zapasu napojów energetycznych, dodających animuszu przed niebieskim szlakiem z Lelkowej do IMKI..

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało byłam pod mocnym wrażeniem zjazdu Uli z niebieskiego - CIĄGIEM I ANI JEDNEGO PODPARCIA - mimo tłumu turystów, których trzeba było odganiać, jak owce na pastwisku. Ja oczywiście utknęłam przy kamolach i teraz sobie myślę, że to jednak w głowie zdecydowanie siedzi, bo ona nie wiedziała co tam jest i po prostu zjechała. No, ale na 29 to wszystko możliwe.  :)
Miny turystów, zwłaszcza ich męskiej i dziecięcej części po prostu bezcenne: patrz, dwie baby na takich rowerach w lesie - to jedno zdanie zdążyłam usłyszeć, choć samego pana nie zauważyłam, bo teren nie pozwalał się za dużo rozglądać. Poziom endorfin podskoczył mi maksymalnie. :):)
Na Lisiej Przełęczy trzeba było zrobić koniecznie przerwę na wykonanie różnych telefonów i smsów, bo jeszcze tylko tam był zasięg, wiadomo, że potem już jest różnie - inny świat. Pozdrawiam w tym miejscu Anię M. :)

No i oczywiście w tych okolicznościach też nie mogło braknąć fotki, no jakżeż by to wyglądało: wycieczka na Pasterkę bez sklepu w Karłowie? No, nieee.

Ponieważ wszędzie gdzie jechałyśmy Ula była po raz pierwszy, więc oczywiście pasterskie łąki przez niebieski szlak pod Szczelińcem również był obowiązkowym punktem programu. A mi sprawiły ogromną frajdę zachwyty osoby, która widzi to po raz pierwszy. I jeszcze mała zazdrość mnie wzięła, gdy Ula stwierdziła, że na Małym Szczelińcu była!!!

No, ale nie ma lekko, jedziemy dalej. Jadąc przez łąki Ula spostrzegła rolnika zmykającego z miejsca pracy ......

i zostawiającego niedokończone dzieło na łące, więc...

... jako znana społecznica postanowiła dokończyć za niego prace.

I proszę, jaki porządek po sobie zostawiła:

Zasłużyła tym samym na kolejny napój szczęścia w Pasterce, a przy okazji na wspaniały obiad z Wersalem w tle (przepiękna zastawa i srebrne sztućce do niej). Oczywiście współtowarzyszyłam jej w tej uczcie.







  • DST 30.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:30
  • VAVG 12.00km/h
  • Podjazdy 300m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogórze orlickie

Piątek, 25 lipca 2014 · dodano: 25.07.2014 | Komentarze 0

Po brzydkiej środzie i czwartku wreszcie zaświeciło słońce. Trzeba było to natychmiast wykorzystać, więc umówiłam się z koleżanką i ruszyłyśmy. Zgubiłam licznik, komórka się rozładowała, więc przebieg jest tak naprawdę mocno szacunkowy. Ale wycieczka do Pekla, potem zielonym i niebieskim szlakiem do Nachodu i Kudowy była bardzo udana. Ula testowała swój nowy nabytek - ślicznego czarno-zielonego Krossa na 29-calowych kołach. Co prawda ona machnęła nogą raz, ja dwa, ale czy to ważne? :) Pokazałam jej fajne miejsca, w których była pierwszy raz, a ja po kilkudniowym przymusowym poście rowerowym (bo ciężko wycieczkę z dzieckiem traktować jakoś szczególnie poważnie, choć też było fajnie), czułam się jak chart spuszczony ze smyczy - wszystkie hopki i podjazdy były "płaskie".


  • DST 20.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 11.38km/h
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spacerek po ścieżce rowerowej

Wtorek, 22 lipca 2014 · dodano: 22.07.2014 | Komentarze 0

Spacerek z bratankiem najpierw ul. Słoneczną do lasu, powrót i na ścieżkę rowerową do Beloves i z powrotem.




  • DST 86.80km
  • Teren 5.00km
  • Czas 05:01
  • VAVG 17.30km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Podjazdy 940m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Czarna Góra z Patrycją i Feniksem

Sobota, 19 lipca 2014 · dodano: 11.08.2014 | Komentarze 3

Feniksie najmocniej cię przepraszam, ale wpis zrobię chyba dopiero zimą. ale twój wpis jest tutaj, więc ja się przychylam w całości do twoich opinii. Jeszcze raz dzięki stukrotne za ten wyjazd. Widzisz, nawet mapkę ci podkradłam.

No dobra, jednak do zimy czekać nie będę.
Feniks z Patrycxją postanowili mi pokazać, że asfaltowe wycieczki również mogą być przepiękne, zwłaszcza gdy się jedzie w super towarzystwie, tempem odpowiadającym wszystkim. Oczywiście jak to ja - nie opiszę trasy, której nie ogarniałam i nie miałam pojęcia, gdzie jedziemy. Wiedziałam, że przewodnikom mogę zaufać w 100% i było mi naprawdę dobrze, że nie muszę nad tym myśleć.
Punkty ważne to:
Topolice-Bystrzyca-Sanktuarium Marii Śnieżnej-Przełęcz Puchaczówka-Czarna Góra-Lądek-Trzebieszowice-Kłodzko.


A oto przewodnik naszego małego stada. :)
Feniks szuka kierunku
Ambroży dawał tylko miodowy napitek, więc trzeba było swoje zapasy uruchomić - tu jeszcze bidonowe.
Obstawa dla Abrożego
Pomknęli, co?
We dwoje w drodze do Topolic
Na szczęście Patrycja poczekała na koleżankę.
Patrycja
No dobra, Feniks też zaczekał.
Tu jest Feniks
Zbliżamy się do miejsca przeznaczenia, czyli do słynnego ataku strażniczek wiary....
W drodze na Marii Śnieżnej
Po drodze mijając strażników zasad harcerskich - świetnie zorganizowana ekipa i zdecydowanie milsza, niż późniejsze panie. Reakcja na nasz podjazd była tu niemal natychmiastowa, ale bardzo uprzejma i sympatyczna.
Obóz harcerski
Feniks uprzedza nas właśnie o niewielkim podjeździe, który bardzo szybko pokonamy i zrobimy małego pitstopa.
Jedziemy na szczyt
To właśnie nasz postój.
Przystanek na kabanosy
Miała być też sweetfocia we trójkę, ale Feniks postanowił poeksperymetować z moim aparatem. Najważniejsze, że energetyki się załapały.
Miało być w trójkę
Dojechaliśmydo Sanktuarium i postanowiliśmy zmienić pojazdy na wygodniejsze
Gdzieś na trasie
Jednak ostatecznie miłość do dwóch kółek o napędzie nożnym zwyciężyła.
Oni razem
No więc w tym miejscu zostaliśmy rozdzieleni, a płot nas rozdzielający to cienka linia absurdu, jaki panuje przy Sanktuarium. Bo rozumiem, że w kościele, jako obiekcie, obowiązują pewne zasady, do których trzeba się stosować, ale pazerność przedstawicieli kościoła, okryta obłudną teorią o poszanowaniu 100 m2 powierzchni dookoła obiektu jest co najmniej śmieszna, biorąc pod uwagę, że wszystko będzie w porządku, gdy przyodziejesz się chustą za 25 zł, zakupioną w specjalnie w tym celu postawionym kiosku Szanuję lub nie miejsce kultu w zależności po której stronie płotu stoję !!!!! A strażniczki tego stanu rzeczy są po prostu bulterierkami hierarchów kościoła. 
Marii Śnieżnej
Ale jak widać nie popsuło nam to humorów i postanowiliśmy pojechać sobie spokojnie dalej. Teraz przynajmniej wiem, czego się tam spodziewać.
Punkt widokowy

I znowu Feniks

Patrycja i Feniks
Żeby nie było mój przedstawiciel też się załapał na zdjęcie.
To właściwie ja
Jedzonko było całkiem smaczne, mimo, że mięsne.
Pyszny obiadek
Dla Patrycji i Feniksa zabrakło już mięska, więc zamówili pizzę. :):)
Pizza Patrycji

Przepyszna wycieczka to była i bardzo Wam dziękuję, że na niej z Wami byłam.