Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 15346.55 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.13 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
  • DST 33.00km
  • Teren 23.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 10.42km/h
  • VMAX 43.70km/h
  • Podjazdy 980m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Broumovskie Steny i Hvezda

Niedziela, 19 kwietnia 2015 · dodano: 28.04.2015 | Komentarze 2

Tym razem to Świdnica była gościem Kudowy. Niestety nie mogliśmy pojechać w komplecie w teren, bo Lea dopiero zaczyna się "zrastać" i jeszcze trochę to potrwa. Niemniej jednak, razem z Bogdanem, do Pasterki dzielnie asfaltowymi dziurami dotarli na rowerach, podczas gdy druga dwójka - dzięki uprzejmości Kuby - się podwiozła. Po niewielkiej nasiadówce Bogdan, Kuba i ja oddaliliśmy się w kierunku Broumovskich Sten, a Emi obrała kierunek przeciwny, czyli: Zieleniec.

Machowski Kryz i Bożanowski Spicak można sobie odpuścić w opisie, bo to już brzmi jak ukochana, ale zdarta płyta.



Zdecydowanie ciekawszym i nowszym punktem tych wypraw zaczyna być żółty szlak przed telewizorami. Oj, dzieje się na tym odcinku, dzieje. Nie nabrałam jeszcze odwagi, żeby go zjechać, więc robiłam za fotografa. Ale chłopaki pocisnęli po nim, że aż miło było patrzeć.

Potem oczywiście telewizory - zjechali wszyscy, nie wszyscy zadowoleni ze stylu, w jakim go zrobili. Rozmawialiśmy potem o tym i przyznaję Emi rację, że to ten moment, w którym nie liczy się zjazd w ogóle, tylko styl, w jakim się zjechało.

Dotarcie do Ameriki i pora na odpoczynek oraz kontakt z Emi, która akurat w Zieleńcu podziwiała widoki. Uff, pora zabrać się za podjazd do uskoku. Prowadząc rower przez jakieś 70% podjazdu zastanawiałam się, czy do tej pory pokonywałam coś trudniejszego - nie przypomniałam sobie. Ale postanowiłam powalczyć i choć trochę go wjechać.
A oto efekty tej nierównej walki:

No i uskok - chłopaki koncertowo, a mi dziś nie wyszło - w ostatniej chwili jakoś wymiękłam. Ale nie próbowałam drugi raz, bo inny cel był tego dnia: śpieszno nam było na Hvezdę. I NIE ŻAŁUJĘ !!!!!!






Dotarliśmy do niej i ...... umarłam w butach. Żadne, ale to absolutnie żadne zdjęcie, czy filmik amatorski nie oddadzą tego, co zobaczyłam. Nogi mnie zabolały już od samego stania, a w głowie zaświtała mi myśl: jak stąd ZEJŚĆ z rowerem. Po prostu kompletnie mnie powaliło. Przy tym, to uskok i tv razem wzięte są kaszką z mleczkiem dla przedszkolaków. I myślę, że nie przesadzam.
Czy ktoś z beesowiczów tam był? To proszę o wrażenia, bo moje są nieziemskie.

Najpierw są schody i korzenie. Potem ostry skręt w prawo i decyzja:

- od razu w prawo między drzewami po korzeniach, ale z uskokiem na pół metra i ryzykiem wpadnięcia na następne kamienne schody i wieeeelki głaz?
czy
- minąć drzewa i dopiero za nimi w prawo, ale po kosmicznych, zakrytych zgniłymi liśćmi kamolach, a zaraz po nich belce, kolejnych kamolach, korzeniach i na końcu z głazem wielkości stodoły?

A to wszystko na tak stromym nachyleniu, że stać trudno. !!!!!!

Hmmm, opis też nie oddaje tej masakry.

Kuba z Bogdanem zaczęli analizę wyboru lepszej (łatwiejszej? dającej większe szanse przeżycia zjazdu?) ścieżki i zdecydowali: opcja nr 2. Musiałam się więc tak ustawić z aparatem, żeby im w absolutnie żaden sposób nie zagrozić, a jednocześnie, jak najwięcej ogarnąć. Nawet znalezienie miejsca do fotki nie jest tam takie proste.





Nawet nie odważyłam się zejść z rowerem - Kuba go sprowadził.

Zjazd zaczął Kuba, potem pojechał Bogdan.
Brzmi to jakoś? Nieeee.
Więc jak opisać ten strach, że się zabiją?
I przypływ adrenaliny, gdy wylądowali cało i zdrowo po zjeździe?
I radość, jakbym to ja sama zjechała.

A tak to wyglądało na filmiku:

Dalszy odcinek zielonego szlaku też nie był banalny, ale po hardcorze sprzed chwili, prawie w ogóle tego nie zauważyliśmy.

Potem to już asfaltowy powrót na Pański Krzyż i terenowo do Pasterki, skąd Bogdan pojechał dalej, a my z Kubą zapakowaliśmy się do auta i do domu. Przy okazji doczekałam się pięknej fotki na tle Karkonoszy.


To był jeden z trudniejszych do tej pory moich wyjazdów i koniecznie musimy tam wrócić. EMI ZDROWIEJ SZYBKO - HVEZDA CZEKA NA CIEBIE !!!!!








Komentarze
monikaaa
| 22:05 wtorek, 28 kwietnia 2015 | linkuj Ach. Przypomniała mi się moja zeszłoroczna majowa wycieczka po tych samych terenach z Ryjkiem i Feniksem. Widoki z Hvezdy do tej pory mam przed oczami. :) pozdrawiam
Lea | 19:37 wtorek, 28 kwietnia 2015 | linkuj ZAZDROŚĆ mnie zżera!!!
Zdrowieję tak szybko jak to tylko możliwe Aneczko :)
Co wieczór posyłam pozytywne fluidy do mojej kości i co rano mam wrażenie, że jest coraz lepiej. Coraz więcej czasu spędzam bez szyny ćwicząć zginanie palucha, bo mięśnie i ścięgna zastałe są od wciąż tej samej pozycji. I cieszę się jak głupia, że to złamanie miało miejsce na początku sezonu, bo mój apetyt jest już tak wielki, że jak wsiądę na Reigna i wlecę w teren to wylecę z niego chyba dopiero na najbliższy zjazd w szkole :)

Cudny mieliście dzień.
I mój, mimo przeciwności losu, był całkiem udany, bo choć asfaltami, to w jakże pięknych okolicznościach przyrody.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa cyopr
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]