Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 15346.55 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.13 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl
  • DST 67.80km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:57
  • VAVG 17.16km/h
  • VMAX 54.80km/h
  • Podjazdy 1200m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

XIII Puchar Leśniczego i przeprawa z chłopakami

Niedziela, 12 października 2014 · dodano: 17.10.2014 | Komentarze 1

Na XIII Puchar Leśniczego umówiłam się - oprócz rodzinki - też z Ulą i Kingą. Dla obu dziewczyn to był pierwszy udział w maratonie rowerowym, bo inne dziedziny sportu laski mają już za sobą. Start zdecydowanie się opóźnił, bo w tym roku zgłosiło się dużo więcej chętnych, niż w poprzednich edycjach, więc organizatorzy musieli dłużej ogarniać zapisy i starty. Przed zasadniczym startem wypuścili więc najmłodszą ekipę uczestników, w której wystartował również mój 5-letni siostrzeniec z tatą, a Wiktor dzielnie mu kibicował.

Nie wiem, gdzie Mateusz podsłyszał rozmowy rowerowe, ale jego komentarz po przybyciu do mety (dystans: jakieś 500 m) mnie rozwalił: ciociu, ale były przewyższenia !!! Oczywiście nagroda musiała być, więc po wręczeniu medalu, natychmiast zajął należne mu miejsce na pudle.

Potem chłopaki z Bartkiem wynaleźli ciekawsze zajęcia typu: zjazd tyrolką, czy strzelanie z paintbola, a my rozeszliśmy się na start.


To my w trasie, ponieważ umówiłyśmy się na wspólny przejazd więc wyglądało to mniej więcej tak:

Tutaj pędzi Kinga, która wyciskała z siebie maxa - jak przystało na pierwszy start. Oczywiście z naszej trójki to ona była pierwsza. :):)

I już po wyścigu. O wynikach kobiet nie ma sensu pisać, bo po pierwsze organizatorzy uruchomili nasz czas razem ze startem mężczyzn, więc do każdego wyniku dodano 10 minut przez to - mój licznik pokazał mi czas przejazdu 33 minuty, dystans 10,96 km. Panowie mieli całe mnóstwo kategorii, natomiast pozostali to było open. Ja oczywiście o tym wiedziałam już przed wyścigiem, dlatego spinki nie miałam żadnej, bardziej cieszyłam się z tego że moje dzieciaki miały tam frajdę, że była świetna atmosfera i spotkaliśmy mnóstwo znajomych, w tym jak widać Artura.

A potem, gdy już Wiktor i Mateusz się pobawili, pojedli i posiedzieli z nami, Bartek pojechał z nimi do domu, a my, tzn.: Ula, ja, Bogdan i chłopaki z PROAL CYKLON wyruszyliśmy na rowerach ujeżdżać Góry Orlickie. Kawałek za Mostwoicami Ula jednak odłączyła się od naszej grupki i w dalszej drodze sama dzielnie starałam się dotrzymać tempa szybkiej siódemce. Ufff, wycisnęli ze mnie wszystkie możliwe zapasy siły, energii i kondycji, ale warto było, bo takiej średniej to dawno nikt ze mnie nie wycisnął. Szczegółowo opisał trasę oczywiście Bodzio, ja może ograniczę się do niektórych momentów. Nie jest to mój pierwszy wyjazd tylko w męskim towarzystwie, ale tutaj panowie mają zupełnie inny styl jazdy: chłopaki z cyklona uwielbiają ostrą, szybką i treningową jazdę, nasze chłopaki z BS-u to rekreacja, pogaduchy, radość jazdy sama w sobie. Choć oczywiście przyznaję, że Bogdan, Artur i Maciek gdzie tylko się dało nie zostawiali mnie tak bardzo na pastwę losu (a raczej podjazdów), a na zjazdach jakoś ich  podganiałam.
Oto ekipa oczekująca na mój dojazd - przynajmniej Bogdan miał okazję w trasie zrobić trochę fotek, bo gdybym trzymała ich tempo to pewnie i tych zdjęć by nie było hihihi.

Trasa sama w sobie nie była mi obca, tyle, że teraz  jechaliśmy nią niejako "pod prąd" - ciut dłuższy pitstop zrobiliśmy na Anenskim Verchu, bo tam akurat powyższa ekipa nie była.Od prawej: Piotrek - kolega którego imienia nie pamiętam, Maciek, Artur, Wojtek, Bogdan i ja a Kamil robi właśnie pamiątkowe zdjęcie.


A gdy ja się kończyłam wdrapywać na szczyt podjazdu ......

ich było tylko tyle widać...

Z Anenskiego vierchu pojechaliśmy w kierunku Wilekiej Destnej i tam z kolei ja od razu obrałam kierunek: Masarykowa Chata, a panowie jeszcze pojechali zdobywać szczyt. No a potem były zjazdy - moje ulubione. Zjazd czerwonym szlakiem to był właściwie mój cichy motywator do jazdy i nagroda za podjazdy. Co mi Orlickie zabrały, teraz musiały oddać, bez dwóch zdań. Jeszcze kilka miesięcy temu bałam się nim zjechać, ale po swoim WIELKIM ZJEŹDZIE Z GRODŹCA, czułam w sobie moc i ogromną chęć zjechania tym właśnie szlakiem. Pojechałam oczywiście, jako ostatnia, bo też nie chciałam nikogo blokować, ale trasę miałam przez to tylko dla siebie, bo też i nikt nie blokował mnie. W dwóch miejscach podparłam się, bo w jednym miejscu zablokował mnie korzeń i lej po deszczach, a w drugim sterta gałęzi, leżąca w poprzek. Okazało się też, że chłopaki z cyklona częścią tej trasy nie jechali nigdy, więc tym bardziej fajny był to zjazd. A już przejazd przez łąkę do Oleśnic był po prostu świetny. Tak to ja mogę częściej.

Podobał mi się też przejazd krajową ósemką (jak nigdy), bo wszyscy ustawili się w pociąg, ja gdzieś tam w środku i pociągnęliśmy aż do Kudowy. Bardzo mi się ta wycieczka podobała, choć była tak różna od BS-owych wyjazdów, ale każde nowe doświadczenie jest cenne. Tyle, że ja wiem, że chyba długo się z chłopakami nie umówię - zakwasy miałam przez kilka dni, a dawno mi się już one nie przytrafiały. Dzięki Panowie za trening i świetną wycieczkę w październiku.
A mapka oczywiście zapożyczona od Bogdana.















Komentarze
KinGa777
| 18:07 piątek, 17 października 2014 | linkuj "ciociu, ale były przewyższenia " haha rozwaliło mnie :)) będzie z niego dobry zawodnik :)
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa obiek
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]