Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi ankaj28 z miasteczka Kudowa-Zdrój. Mam przejechane 19545.07 kilometrów w tym 5565.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 11.09 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

2013 r.:
button stats bikestats.pl
2014 r.:
button stats bikestats.pl
2015 r.:
button stats bikestats.pl
2016 r.:
baton rowerowy bikestats.pl

Dzienne odwiedziny bloga:

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy ankaj28.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 8.00km
  • Teren 8.00km
  • Czas 00:47
  • VAVG 10.21km/h
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

II edycja GP XC MTB Kudowa-Zdrój

Sobota, 20 czerwca 2015 · dodano: 21.06.2015 | Komentarze 1

Start numer dwa.
Edycja poprawiona - z elektronicznym pomiarem czasu, choć z mniejszą liczbą uczestników. No cóż, Maja Trophy w Jeleniej Górze.
Edycja utrudniona w stosunku do poprzedniej - jeszcze bardziej deszczowo, ślisko i błotnie. Nie obyło się bez gleb, ale zjazdy zaliczone.
Czas przejazdu: 47:11 i konkurencji znowu brak. Wiktor szósty z czasem 23:04.
Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa.

I pobrałam pierwsze lekcje skakania i podrzucania roweru.













  • DST 5.00km
  • Teren 4.00km
  • Czas 00:20
  • VAVG 15.00km/h
  • VMAX 25.00km/h
  • Podjazdy 80m
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góra Parkowa

Piątek, 19 czerwca 2015 · dodano: 19.06.2015 | Komentarze 0

Szybki objazd Góry Parkowej.
Spotkanie na trasie chłopaków-organizatorów jutrzejszego wyścigu.
Sppotkanie z kolegą z  podstawówki Wojtkiem, który przyjechał na objazd z córą.
Od słowa do słowa i okazuje się, że Wojtek uprawia downhil, więc sporo radochy sprawiło mi to spotkanie.


  • DST 26.00km
  • Teren 22.00km
  • Czas 03:59
  • VAVG 6.53km/h
  • VMAX 35.00km/h
  • Podjazdy 1150m
  • Sprzęt Lycan
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Srebrna Góra ABC1

Czwartek, 18 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 2

Srebrna Góra coraz bardziej mi się podoba. Ale po szczegóły w opisie trasy gorąco polecam stronę 1enduro . Konkurować w opisach z nimi  nie będę, bo chłopaki zrobili to w sposób rewelacyjny. Polecam lekturę gorąco.

Za pierwszym razem było mokro, ślisko i hardcorowo. Za drugim sucho, szybciej i też hardcorowo. Zrobiliśmy te odcinki, których nie przejechałam za pierwszym razem i gdyby nie Bogdan, to na C1 już bym nie pojechała. Ale mnie zmotywował, uparł się, że dam radę i koniec opieprzania się. A to wszystko przez powrót do KTM-a. Nerve Bogdana w naprawie, więc zamieniliśmy się pojazdami - on wziął mojego szaraczka, a ja starego dobrego Lycanka. Oj, poczułam różnicę - pierwszą od razu na podjazdach. Po dwóch razach odezwały się moje kolanka, więc na trzeci podjazd Bogdan się zlitował i oddał mi canyonka. Od razu zrobiło się lżej.

Ale zjazdy na KTM-ie przypomniały już stare, dobre czasy (hihi) z zeszłego roku. Zwrotny, zwinny, daje radę. Hamulców nie spaliłam.

Nie obyło się też bez gwiazdorskiej gleby po złym wejściu w zakręt. Latawki się przydały. I przypomniały mi się melafiry.

Znacznie ciekawiej na trasie wypadł Bodzio, który oczywiście zjechał wszystko, co tylko było do zjechania.

aparat za nim nie nadążał:


Nawet zaliczyliśmy twierdzę




MAPKA:



  • DST 28.70km
  • Teren 20.00km
  • Czas 02:20
  • VAVG 12.30km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Podjazdy 614m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Bożanovski Spicak dookoła i Ostra Góra

Niedziela, 14 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 0

Niedzielny wyjazd w teren.
Na Lisią Przełęcz dotarliśmy mechanicznie i stąd tym razem start. Oczywiście niebieskim pod Szczelińcem i przez łąki pasterskie do Pasterki. Stamtąd na Bożanowski Spicak.

Spicak z ciut innej perspektywy



Ochraniacze są, więc można eksplorować żółty szlak do Pańskiego Krzyża. Faktycznie jest ciekawy.







No i właśnie tak mi szło od początku, jak na powyższym obrazku widać - tylko siedzieć i płakać. Przez to ja wróciłam do pasterki, a Bogdan pojechał jeszcze zaliczyć szybko telewizory - to nie był mój dzień i wolałam słuchać intuicji, niż znowu testować cierpliwość Czechów. Ale w Pasterce pojadłam, popiłam, odpoczęłam i poczekałam na Bodzia, a potem skierowaliśmy się w stronę Ostrej Góry. Piękny jest ten zjazd - naprawdę mi się podoba i naprawdę nie jest banalny. Tylko potem trzeba wrócić do Lisiej Przełęczy - ale wtedy ani 4 km asfaltu ani Zielona Droga się nie dłużą.







  • DST 45.60km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:14
  • VAVG 14.10km/h
  • VMAX 54.20km/h
  • Podjazdy 1032m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

MTB Stolove Hory

Sobota, 13 czerwca 2015 · dodano: 19.06.2015 | Komentarze 0

Do Machowa dotarliśmy na rowerach - tak dla rozgrzewki. Skład: Ania, ja, Bogdan, Sławek i Krzychu. W tym składzie potem również rowerowo powrót do domu. Dojazd przez Machowskie Konciny, powrót przez Zdarky. A pomiędzy był wyścig. Super zabawa, łącznie z pudłem Ani.


Czas przejazdu: 2:07, czyli o 8 minut gorszy od Ani, co złożyło się na 5 miejsce.


  • DST 28.00km
  • Teren 2.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 16.80km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Podjazdy 528m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Ognicho z Ryjkiem

Czwartek, 11 czerwca 2015 · dodano: 19.06.2015 | Komentarze 0

Przez kilka dni się umawialiśmy i nie mogliśmy się zgrać - przez paskudną pogodę. Ale w końcu się udało i spotkanie z Ryjkiem i Robertem nastąpiło w Karłowie. Nieoceniony Ryjek wynalazł miejscówkę i ognisko zapłonęło. A po jakimś czasie zapłonęły również nasze wszystkie odkryte części ciała. Jest moc w takich spotkaniach. Dzięki za nie.











  • DST 24.25km
  • Teren 12.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 11.37km/h
  • VMAX 42.70km/h
  • Podjazdy 664m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lajtowo z Wojtkiem

Środa, 10 czerwca 2015 · dodano: 14.06.2015 | Komentarze 0

Pojechaliśmy sobie przez Miechy na Lelkową w Błędnych Skałach. Zapędziliśmy się aż po Skalniaka a miał być czerwony szlak.
Był,  nawet go mijaliśmy, ale wydawało mi się, że to jeszcze za wcześnie, więc pogoniłam chłopaka do góry. A to miało być tam.

Powrót na właściwą drogę i zjazd czerwonym aż do Drogi Aleksandra minął nam w mgnienieniu oka. Oboje myśleliśmy o Machowskich Konicnach, ale na szczycie Bukowiny okazało się, że mamy rozbieżność w pomyśle na trasę. Ostatecznie moja wersja zjazdu wygrała i pomknęliśmy przez korzenie do Kocin, a potem przez mroczny las do Zavrchu.

Na rozdrożu spotkaliśmy dwóch Piotrków, trenujących przed wyścigiem.
Gadki, szmatki, fotki, a czas płynie.
W końcu trzeba się rozjechać w swoje strony, więc my skierowaliśmy się na singiel do Pstrążnej (niebieski szlak) i potem asfaltowo wróciliśmy sobie do domu.
A oto ekipka: czerwone Piotrki i czarny Wojtek.


A mapkę kiedyś może dodam, jak nie zwariuję od próbowania jej wstawienia.


Kategoria Góry Stołowe


  • DST 50.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 12.50km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Podjazdy 1140m
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Góry Orlickie - Anensky Vrch

Niedziela, 7 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 0

Czas na dłuższą przejażdżkę.
Cel: Anensky Vrch.
Początek: Kamień Rubarsza w Zieleńcu - dla mnie, bo bogdan wystartował z domu. Również na dwóch kołach wrócił.
Pierwszy punkt: Orlica.


A ponieważ nie bardzo miałam ochotę na szlak biegówkowy do Masarykowej Chaty, więc pojechaliśmy granicznikiem - pięknie tam jest i cudnie się nim jechało. Przy okazji jest to na pewno skrót o kilka kilometrów do Masaryka.


Następny punkt: Velka Destna

I  taka sytuacja:

Po drodze Jelenka, Koruna, Peticesti i Anensky Vrch.


Zmęczyłam się:

Ale wieża zdobyta








  • DST 21.50km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:28
  • VAVG 14.66km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Podjazdy 600m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Machovskie konciny z Wiktorem

Sobota, 6 czerwca 2015 · dodano: 19.06.2015 | Komentarze 0

Kolejna wycieczka z cyklu: rodzinka w komplecie.
Dystans i stopień trudności dostosowany do Wiktora, co wcale nie znaczy, że prosty i lajtowy.

Tym razem na Bukowinę dostaliśmy się przez Jakubowice. Bardzo ciekawa alternatywa dla asfaltów.

Jeden podjazd za nami, pora na kolejny - tym razem trawersem i asfaltem na szczyt Bukowiny



Postanowiliśmy zafundować Młodemu terenowy zjazd i oczywiście ja miałam obawy, czy to dobry pomysł. Ale okazało się, że Wiciu zjechał do Machowskich Koncin przez singiel i korzenie na czerwonym szlaku tak, jakby to był asfalt, a ie trudny teren.



Na łąkach Wiktor rozpędził się do 55 km/h i przebił mnie o głowę. To dziecko nie zna strachu. :)

Potem kierunek na Zdarky - oczywiście terenem i powrót przez Małą Czermną.

Piękna pogoda była tego dnia, więc wszyscy na krótko. Wreszcie złapałam trochę słońca i opalenizny. Tak mało takich dni było do tej pory w tym roku.




  • DST 35.00km
  • Teren 35.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 17.50km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 100m
  • Sprzęt Canyon
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

KOUTY

Czwartek, 4 czerwca 2015 · dodano: 09.06.2015 | Komentarze 2

Zajawka terenem i zjazdami na razie w ogóle nie chce mi minąć i o ile uwielbiam różne wyjazdy rowerowe, to takie, jak ten  zaliczyłam po raz pierwszy w życiu. I SPODOBAŁO MI SIĘ TO WYJĄTKOWO!!!!
Na ten wyjazd umówiliśmy się jeszcze ze Świdniczanami, choć Emi "wolała" się "poopierdzielać" na dole i zachować na inną okazję pokazanie nam kto tu rządzi :)


Wszystko na nim było nowe i nieznane, a walka z lękami trwała nieustannie. Począwszy od wyciągu. Do tej pory na sam widok wyciągu robiło mi się słabo i nogi mi się trzęsły już od samego patrzenia. A wsiąść na niego? Niewykonalne. A jednak.

Na chłopakach wyciąg nie robił jakoś specjalnego wrażenia. Hmm, mówcie mi cykor.




Kolejny zonk to nasze rowery i stroje - po przyjeździe mało brakowało, że w ogóle bym nie wystartowała, jak zobaczyłam ekipy endurowców szykujących swoje stroje i maszyny. Naprawdę na głos się zastanawiałam: co ja tu robię? Oni wkładają całą zbroję, konkretne kaski i ochraniacze, a my? Canyonki i latawki oraz "orzeszki" na głowę. :) Przynajmniej Kuba wpasował się w obowiązujący tam kanion endurowca i dobrze wyglądał.


Całe szczęście, że to obsługa zawiesza i ściąga rowery, bo ja miałam na początku problem, żeby w ogóle na tym usiąść i zamknąć blokadę, a co dopiero jeszcze walczyć z rowerem? Napracowali się Panowie, bo zjazdowców było nawet nawet. Zdaje się, że to w ogóle był pierwszy dzień sezonu w Koutach. Wyciąg idzie co pół godziny i jak się w miarę szybko zjedzie, to można się załapać dwa razy na jeden przejazd wyciągu. Nawet mi się tak udało ze dwa razy. Trasy z góry wyglądają pięknie i przerażająco - dopiero po kilku zjazdach i wjazdach poznawałam odcinki, którymi jechaliśmy lub nie - nawet kawałek czarnej trasy ruszyliśmy. A wszystkie pozostałe przejechaliśmy.
Ja zjechałam w sumie 7 razy - Kuba chyba 8, a Bogdan 9. W Rychlebach byłoby to niewykonalne, ale tam trzeba się drapać na górę o własnych siłach - bez wspomagania. O ile dobrze zapamiętałam, to ja zjechałam 3 razy "niedźwiedzicą", 3 razy "Hrebenovką" i 1 raz niebieską "stopą", ale gdzieś to się też mieszało i krzyżowało. Wrażenia są nieziemskie: takiego flow nigdy w życiu nie przeżyłam.

Niedźwiedzica jest trudniejsza, niż Hrebenovka, nie mówiąc o niebieskiej trasie. Choć największe flow, ja przynajmniej, właśnie na Hrebenovce odczułam. Tam jechało mi się najpłynniej i w zasadzie najłatwiej. Niedźwiedzica jest trudniejsza technicznie i nogi bolą, gdy się jest już w połowie odcinka. Na moje obecne umiejętności najlepsza jest czerwona Hrebenovka. Pojeździmy, zobaczymy znów.
Tutaj końcówka czerwonego - z góry nawet nie wygląda tak stromo, ale z dołu to już inna sprawa. Jak widać można to pokonać na kilka sposobów

To jest kawałek czarnej trasy - długo jeszcze będę się uczyć, żeby zjechać tak, jak widziałam innych. Ale dałam radę. O chłopakach nie wspomnę - im poszło pięknie.

Po czwartym zjeździe chłopaki słyszeli mnie już z daleka. Tarcze mocno przypaliłam od hamowania - nie potrafiłam zjechać na 100% szybkości, choć Strava pokazała mi jakieś głupoty pod tytułem: 60 km/h. To akurat nie było możliwe, bardziej wierzę samej sobie i wiem, że mogłam się zbliżyć do 50, ale nie więcej. Fakt, że gdy tylko puszczałam klamki, to Canyon dostawał szału i rwał, jakby go stado hartów goniło. Zapanować nad nim? Było wesoło, ale gleby żadnej nie zaliczyłam, co niemal graniczyło z cudem.

Za siódmym razem zmęczyłam się i postanowiłam zjechać na dół i dołączyć do Emi, ale postanowiłam przejechać niebieską trasę w całości, żeby już zobaczyć 99% tras. Okazał się taki:


Zmienił się potem w leśny podjazd - tak długi, że już myślałam, że znowu coś pomyliłam i się zgubiłam. Ale nie - dotarłam w końcu do znajomego już skrzyżowania tras i dalej poszło gładko. Gdyby ten odcinek szlaku był w innym miejscu, spodobałby mi się na 100%, ale ponieważ to KOUTY i po coś innego się tu przyjeżdża, więc doszłam do wniosku, że szału nie ma i następnym razem raczej go będę omijać.


Chciałam mierzyć swój czas przejazdu (w dół oczywiście), ale towarzyszyły mi takie emocje i tak adrenalina mi się podnosiła, że udało mi się to tylko dwa razy. Tak więc całość przejazdu wyliczyłam tym razem "ręcznie" - nie biorąc pod uwagę wyciągu. O zdjęciach "w dół" nie ma mowy - to nie Rychleby.

To coś zdecydowanie lepszego.!!!!!!
Kategoria KOUTY